Ostatnie notki
Zakładki:
|
środa, 06 stycznia 2010
84. Trzech Magów Dzień w Roku Magii Liczb
To na pewno będzie jakis magiczny Rok, bowiem 2010 to zlepek kolejnych ośmiu liczb pierwszych (2,3,5,7,11.13.17,19) ukrytych w liczbie pierwszej 67, która jest sumą ostatnich pięciu liczb. Co to wszystko znaczy, pytacie marszcząc z wysiłkiem czółka? Gdybym nawet wiedział, to też bym nie zdradził takiej zakodowanej tajemnicy. Dlaczego? Głównie dlatego że taki kabalistyczno-numerologiczny Klucz jest w posiadaniu każdej ludzkiej istoty i każdy będzie szukał swojej własnej furtki, do której będzie ten kluczyk lbo wytrych pasował. Co się kryje za tą Furtką Roku Liczb Pierwszych dowiedzą się ci, którzy ją znajdą i otworzą. Szukajcie, a gdy znajdziecie, to powiedzcie nam, magowie płci obojga, co to było. Pomyślnych, fascynujących poszukiwań. PS. „Szlonzaczki” zaśpiewają wam o mędrcach świata.
czwartek, 31 grudnia 2009
83. Niebieski Księżyc Na Sylwestrową Noc
Gdy dwie pełnie księżyca pokażą się na niebie w tym samym miesięcu, tę drugą Anglicy nazywają „blue moon” (niebieski księżyc). Ponieważ takie coś zdarza się dość rzadko (co dwa i pół roku), więc weszło do angielskiego takie idiomatyczne powiedzonko „once in a blue moon” (raz na jeden niebieski księżyc) czyli dość rzadko. Dziś wieczorem zaświeci taki właśnie Blue Moon, drugi w tym miesiącu, ale ponieważ pojawia się w ostatnim dniu starego roku, więc jest podwójnie niebieski, bo to zdarza się tylko raz na dziewiętnaście lat. No, i możecie dodać do jego niezwykłości także to, że będzie częściowo zaćmiony! Pełnia w znaku Raka ma wiele astrologicznych znaczeń, ale nie będę tym zajmował, bo to nie moja specjalizacja. Wszystkim czytającym i zerkającym na Klechdy przesyłam moc serdecznych życzeń na Nowy Rok. Oby był dla Was w kolorach tęczy pełen nadziei na przyszłość. Ella Fitzgerald śpiewa wam o tym niebieskim księżycu. Posłuchajcie.
środa, 30 grudnia 2009
82. Wieloznaczny Wróg Robota-Tłumacza
Robot-tłumacz pada na twarz, gdy potknie się o słowo, które ma kilka róznych znaczeń. Artykuł pt „Women bishops: what is the row about?” brzmi w guglowej wersji:”Kobiety biskupami: co to jest wiersz o?” Słowo „row”(wym. rou) to rząd (w rzędzie), szereg, wąska ulica, wiosłowanie, a przy wym. „rau” to awantura, sprzeczka,kłótnia. „Wiersz” zamiast „awantura” to oczywiście wiosłowanie pod prąd w złym kierunku a to „o- about” na końcu zdania powinno być przed „what”, ale reguły angielskiej gramatyki lubują się w takich anomaliach. „Kobiety biskupami: o co jest kłótnia?” jest mniej więcej poprawnym tłumaczeniem, chociaż możemy wiosłować (we can row) po mętnych wodach tytułów kobiet w zawodach zdominowanych genderowo przez mężczyzn. Ksiądz-księżyca, biskup- biskupka,wielebny (reverend)-uwielbiana (revered) itp. W drugim zdaniu: „The issue of women bishops in the Church of Enland has been a contentious one” „Problem kobiet biskupów w Kościele Anglii został spornych jeden.” Całe zdanie jest niezdarne, ale trudne do przetłumaczenia. „W kościele anglikańskim kwestia kobiet-biskupów jest kontrowersyjnym przedmiotem dyskusji od dłuższego czasu.” Inne perełki przekładu: „Kibice kobiet biskupi twierdzą...” (The supporters of women bishops claim...”). “kiedy Synod Generalny głosowali, aby umożliwić kobietom święceń, około 500 duchownych w lewo i udał się do Kościoła katolickiego.” ( w lewo = „left” tzn opuścili i przeszli do katolików –razem z żonami, co było nielada problemem dla starych kawalerów). Kobiety w oburzeniu mówią: „Albo kapłańskie nas, czy nie ochrzcić nas" – Either ordain us (wyświęćcie nas na biskupki) or don't baptise us"”. I to tyle na ten raz angielskim języku o!.
wtorek, 29 grudnia 2009
81. Duet Joan Baez i Bob Dylan
Ile jeszcze dni będzie trwał ten zły Rok Ile jeszcze dni będzie trwał? Ile jeszcze dni będzie trwał mróz i śnieg Ile jeszcze dni będą trwać? Odpowiedź, jak wiesz, to halny wieje wiatr Odpowiedź, to halny wieje wiatr . A tutaj coś bliskie mojej fantazji rodzinnej - śpiewa Joan Baez The Green Green Grass of my Home Zieleniście Zielona Trawa Mego Domu Na pożegnanie Starego Roku. :-)
czwartek, 24 grudnia 2009
80. Merry Yuletide czyli Wesołych Świąt
Stary nordycki zwyczaj święcenia powrotu słońca zwał się dawno temu „jol” (pra-ang. geola), ale był oczywiście wypartyprzez misjonarzy, którzy wmówili nawróconym poganom, że to się nazywa „Christmas”. W osiedlach duńskich Yule tide, utrzymał się przez długi czas i stał się modny wśród pisarzy XIX wieku jako symbol „Merrie England” (Wesołej Anglii). Dziś jest używany głównie w Szkocji, ale żartobliwie może ujść w tłoku na kartach świątecznych w Anglii. Osobiście wolę życzyć Wam Merry Yuletide do dźwięków starej kolendy angielskiej „We wish you a merry Yuletide and a Happy New Year”. A dla rozrywki i relaksu, jeden przykład dziwnej angielszczyzny, w której same samogłoski i spółgłoski mogą wyrazić całe zdania. Jak np „I-C-A B” „I C 1 2” „U 2?” Przetłumaczcie to na ludzki język. Zdrowych, Spokojnych i Relaksujących Świąt dla wszystkich, którzy tutaj zaglądają. Z lampy w sittingroom wisi Jemioła/Mistletoe. Kto stanie pod nią daje prawo do całowania. Panie będą mile widziane J
piątek, 18 grudnia 2009
79.Problemy z Wymową Szronu na Murawie
Anglicy potrafią jakoś rozdzielić w wymowie dwa bardzo podobne słowa: hoar i whore. Ja wolę unikać rozmów na obydwa tematy, bo gdy mówię: „dziś rano ujrzałem szron na trawniku” ( This morning I saw hoar frost on the lawn”), Anglicy wybuchają śmiechem i pytają: „a whore came for a loan?” („qrwa przyszła po pożyczkę?”) Ech, ta polska wymowa, której nie potrafiłem pozbyć się po wiekach pobytu na Wyspie Wieloznaczników. Hoar-whore, lawn-loan. Pierwotne znaczenie anglosaskiego przymiotnika „hoar” było „siwy, przyprószony siwizną, sędziwy, czcigodny”,a że szron na trawie wygląda jak przedwczesna siwizna, więc ten synonim zadomowił się na dobre jako rzeczownik. „Hoary” w botanice znaczy roślina pokryta srebrzystym włoskiem, a hoary head to nie chora głowa, tylko siwy łeb. Korzeniem tego słowa jest pra-indoeuropejskie *koi- błyszczyć, pra-germ. *khairaz. Angielski “hoar” i niemiecki “Herr” mają to samo pochodzenie etymologiczne. Czy Herr Guenther Grass to Pan Szron na Trawie? :-) Dziś rano trawniki w ogrodzie były pokryte siwizną, co brzmi bardziej poetycko niż szron albo nawet szadź, jeszcze jeden „hoary” synonim. Gdy ktoś opowiada jakiś stary dowcip, taki z długą brodą, to Anglik może go określić jako „hoary old joke”. W pewnym sensie „Klechdy” tez można określić jako „hoary old stories” (starodawne opowieści pokryte szronem czasu) To samo da się powiedzieć o ich autorze. Angielski jest piękny w swych dziwactwach. Chory, qrwa, ale srebrzyście błyskotliwy na murawie słów.
poniedziałek, 14 grudnia 2009
78. Tłuste Koty Na Złotych Spadochronach
Mam szczęście, że nie jestem tłumaczem. Pokusa dosłownego tlumaczenia obcych idiomów jest zbyt silna, abym mógł się jej skutecznie oprzeć. Lubię koty, nawet te tłuste, ale nie lubię aroganckich super-bogaczy i bankierów (co na jedno wychodzi), którzy w angielskim zdobyli sobie to pogardliwe określenie „fat cats”, które już przyjęło się w żargonie polglisz (Wprost: „Tłuste koty na zapiecku”)Są jednak różnice, bo w Polsce mamy np „Tłuste koty na plebanii”, bardzo szczery reportaż polskiego wygłodzonego misjonarza o tych spasionych proboszczach, biskupach i reszty darmozjadów. Specjalnym polskim okazem jest „ubogi” milioner-redemptorysta, popisujący się na jarmarku „tlustych kotów” w sutannach, zwanym Jasną Górą. Czy tłuste koty potrafią lać krokodylowe łzy? Koty potrafią miauczeć żałośnie, ale nigdy nie widziałem łez w ich zielonych ślepkach. Jak można stać się tłustym kotem? Bardzo proste: zlizuj śmietankę zysków, śpij w ulubionym fotelu prezesa, menedżera, proboszcza, polityka, wygrzewaj się na Bahamas i gdy cię jakiś gbur strąci na ziemię, pamiętaj że kot, nawet tłusty, zawsze spada na cztery łapki. Mieszaniny metaforyczne są czasem zabawne jak np. w tym reportażu z Ameryki - ojczyzny tłustych kotów: „An angry US public and Congress are pushing to snip the rip cord on golden parachutes used by fat cat CEOs to escape Wall Street's mayhem…” Tłuste koty na złotych spadochronach, lejące krokodyle łzy podczas ucieczki z pogromu kociego na Wall Street! To trzeba byłoby zobaczyć, aby uśmiać się po pachy.
wtorek, 08 grudnia 2009
77. Bujdy na Resorach, Noga z Dzwonkiem i Koźlę
Codzienny angielski, polski czy chiński to język powiedzonek, aluzji, przenośni, idiomatycznych zakrętasów. Zwykłe słowniki nie pomogą, nawet jeśli pod tym czy innym hasłem znajdzie się jakaś codzienna fraza. Opowiadam znajomym Anglikom jak to w srogą zimę mój dziadek uciekał w saniach przed stadem wilków, a oni uśmiechają się grzecznie i jeden mówi: „pull the other one. It has the bells on” (pociągnij drugą, bo ma dzwonki) Gdy opowiadasz bujdy czyli naciągasz kogoś jak samowar, to on może zareagować idiomatycznie, wprowadzając w rozmowę takie powiedzonka jak „that’s a tall story” (to nieprawdopodobna historyjka) albo „you’re pulling my leg” (pociągasz moją nogę”) i dodatkowo z tymi dzwonkami, ewentualnie „ no kidding?” co może wprawić cię w zdumienie, bo „kid=koźlę” ale także dzieciak (my kid brother-mój braciszek). Dla Anglika urodzić koźlę i bujać, nabierać kogoś to jedno i to samo. „Are you kidding?” nie znaczy „czy rodzisz koźlę”, tylko „czy ty żartujesz? na prawdę?” Używanie tego koźlęcego idiomu zrodziło tzw. kidologię (kidology) czyli sztukę nabierania, żartobliwego naciągania czyli praktykowanie bujdy na resorach. To ostatnie wyrażenie to po angielsku taradiddle czyli kłamstewko, ale dość rzadko dziś słyszane, głównie wśród emerytów. Innym słowem na takie bujdy jest fibbing, ale to nie pasuje tam gdy tylko opowiadamy „głodne kawałki”. Co mi przypomniało, że czas na przekąskę czyli snack.
poniedziałek, 07 grudnia 2009
76. Kwadratowa Blondynka na Targu
Tutaj, moi drodzy, znajdziecie przykłady perfidnego Albionu czyli semantyczne pułapki angielszczyzny. Gubią się w nich nawet Anglicy, a cóż dopiero mówić o cudzoziemcach, których jest tutaj „fair number” - no, właśnie! co to znaczy? płowy numer, uczciwa liczba, czysta ilość? Chyba „znaczna ilość”. „Fair” ma mnóstwo znaczeń w angielskim, a różnice są tak subtelne, że na każdej można się fatalnie poślizgnąć. Słynny film „My Fair Lady” jest wielowarstwową grą półsłówek i nawet wikipedia wzdrygnęła się przed tłumaczeniem tytułu (Moja Piękna Dama) albo Mayfair Lady – Dama z Mayfair, eleganckiej dzielnicy Londynu, bo w gwarze londyńskiej (cockney) Mejfer wymawia się Majfer czyli My Fair. Proste? Takie często używane potoczne powiedzenie jak „all is fair and square” (wszystko jest szczerze i po prostu) da się po polsku wyrazić „wszystko jest blond i kwadratowe”, co w języku snów jest całkiem prawdopodobne. Może angielski jest takim właśnie językiem, ale najpierw trzeba go błędnie przetłumaczyć na polski? Powojenny Fair Deal to Sprawiedliwy Porządek (albo Ład), a nie handel blondynkami (diler już wpadł do polszczyzny jak śliwka w kompot) na jarmarku, bo „fair” to także targ albo częsta w Anglii wenta dobroczynna, zwłaszcza gdy jest fair weather (ładna pogoda) i wieje „fair wind” (przychylny wiatr). „Fair” jest często używany w sensie „równych szans dla każdego”, ale „fair sex” wcale nie znaczy „równouprawnienia płciowe”, lecz „płeć nadobna”, z której wykluczeni są mężczyzni w imię tejże równości. I na koniec – fair cop to slang kryminalny, który nie znaczy „blondyn policjant” ,ale „nie mam pretensji, żeś mnie aresztował”. „Fairy” ma dwa znaczenia: albo wróżka leśna, duch opiekuńczy albo slangowy „gej”, dziś już raczej mało używany. Fair enough czyli dość o kwadratowych blondynkach na targu wróżek. J
niedziela, 15 listopada 2009
75. Piercing Na Kowadle Mody
Literówki potrafią się tak zakamuflować, że stają się niewidoczne, nawet po dwukrotnym sprawdzeniu tekstu. We wczorajszym moim wpisie znalazłem „przyklaśniąc” i ta śpiąca literówka uszła mojej uwadze. Było późno i po trudnym dniu z okropną pogodą, moje myśli ciążyły w kierunku spania i śnienie, raczej niż przyklaskiwania racicą. Nie wiem nawet czy parzystokopytne są zdolne do takich wyczynów. Zgońmy wszystko na tę senną literówkę. Dziś trafiłem ponownie na literówką „życie-żucie”: „chcąc nie chcąc zostałam zmuszona do uczestniczenia w żuciu niezaradnych mężczyzn”. Miejmy nadzieję, że blogerka przeżuła to niezapomniane przeżycie wspólnego żucia z życiowymi niedołęgami. Mój niekłamany podziw typu horror wzbudziła 13-letnia blogusia, która napisała, że jej „hobby jest piercing. Sama przekułam sobie dwie dziurki w uchu, pępku i wargę (sic!). Jeszcze został mi język, ale to dopiero po skończeniu gimnazjum.” Wyobraźcie sobie odwagę tej małoletniej wielbicielki „piercingu”, gdy kładła pępek i wargę na kowadło i przekuwała sobie w nich dziurki.” Mam cichą nadzieją, że popełniła literówkę i że tylko przekłuwała sobie dziurki, chociaż po tych nastolatkach można się spodziewać wszystkiego. Nawet kucie młotem kowalskim. Piercing to podświadomy symbol przekuwania dzieciństwa na dorosłość. Tak to nieporadnia widzi. Na powitanie pracowitego poniedziałku posłuchajcie zespołu 2 plus 1 śpiewającego „U kowala” – to tak a propos przekuwania.
sobota, 14 listopada 2009
74. Nieporadnia Dla Językowo Sprawnych Inaczej
W mojej nieporadni będę wyławiał błędy różnego rodzaju z różnych źródeł i gęstwin polszczyzny, a także znanych mi języków. Literówki są często kluczem do podświadomych głębin piszących. Ortograficzne błędy zasługują na uwagę psychologów i socjologów, bo jako objaw buntu przeciwko mądralom wymyślającym nowe reguły. Wpadki gramatyczne, stylistyczne, logiczne są tak częste, że ich nie zauważam, bo sam je popełniam. Cytować moich źródeł nie będę, ale z góry dziękuję moim nieświadomym współpracownikom. Na początek taka drobna literówka o filozoficznie intrygującej głębi: „ nie potrafię współżuć z mężczyznami, którzy nie dzielą moich gustów.” Tak mówią liczne antylopy i reszta przeżuwających kobiet i trudno im nie przyklaśniąc moją męską racicą. Do posłuchania niedzielnego Chiński Flet Bambusowy.
środa, 11 listopada 2009
73. Energio Moja! Gdzie Ty??
Czytałem dziś o energii. Dlaczego, pytacie ze zdziwieniem w oczach i znakiem zapytania drżącym na waszych wirtualnych ustach. Dlatego, że gdy nam czegoś brakuje, to idziemy do poszukiwarki, aby znalazła dla nas kilka ziaren ludzkiej wiedzy na dany temat, w stosie ignorancji, fantazjowania i pogwarek twitterycznych. Autorytety webowe pouczyły mnie, że energia jest wieczna, niezniszczalna i objawia się pod wieloma postaciami. W tej chwili podejrzewam, że jestem tylko masą bezwładną leżącą na kanapie w oczekiwaniu na energię kinetyczną, która wyśle mnie w jakimś nieokreślonym kierunku X. Gdybym był piłką nożną...ech, nie ma co marzyć, bo nie jestem i nie znoszę tej kopaniny. Gdybym był jerzykiem, to mógłbym latać w przestworzach przez trzy lata, śpiąc i jedząc, a nawet uwodząc latające samice. Niestety, moje skrzydła nie nadają się do takiego latania. Jedno tylko co mnie pocieszyło po moim półgodzinnym studiowaniu energii jest zapewnienie mojej nieśmiertelności. Ponieważ moja forma cielesna jest biologiczną elektrownią produkująca jakąś energie, tzw śmierć jest tylko jej uwolnieniem, aby mogła poszybować w inne formy istnienia. To mi się podoba. W taką podróż wziąłbym ze sobą youtubę, a nagrany na niej jeden z najtrudniejszych dla pianisty koncertów Rachmaninowa tzw Rach 3, ale melodia jest urzekająca jako akompaniament do takiej fascynuącej wędrówki w poszukiwaniu nowych form dla mojej ziemskiej energii. Pięknie i z subtelnym wyczuciem gra tutaj Martha Argerich.
poniedziałek, 09 listopada 2009
72. Trzy Sposoby Niewolenia Ludzi
„Czapką, papką i solą, ludzie ludzi niewolą Staropolskie porzekadło Tak było kiedyś. Dziś jest inaczej. „Niewolić” ma tutaj znaczenie „zjednywać sobie, pozyskiwać” kogoś, czyli w żargonie żoliborskich żulików „kto smaruje, ten jedzie”. Czapka nie jest symbolem grzeczności, lecz czołobitności i nadskakiwania (stąd „czapkować”). Papka to bułka maczana w mleku dla bezzębnych niemowląt, a sól była kiedyś warta tyle co pieniądze. W tłumaczeniu na dzisiejszą polszczyznę: „płaszcz się, mamlaj językiem pi-arów i płać słono za ochłapy z pańskiego stołu.” Nie poddawajmy się jednak rozpaczy, bo są także inne sposoby niewolenia ludzi. Zwłaszcza na internecie, w tym cudownym, wirtualnym świecie. Smajle, blipy, jutuby łączą Kaśkę do Kuby. Szafujcie tymi śmieszkami, bo to nic was nie kosztuje, a smajle osłodzą najgorszą nawet grafomanię. Blip, fejsbuk, twitter to takie bagietki rozmoczone w naszej tęsknocie za towarzystwem bliźnich i ulepione z pustosłowia. Wszyscy mlaskamy radośnie i piszemy „mniam, mniam”, bo nic innego nam do główki nie przychodzi. Ale bawimy się świetnie, jak sroka na płocie. Jutuba tworzy nastrój, jutuba koi serca dzikusów i rozmarza. I wtedy możemy zapomnieć o wszystkim i utonąć w dźwiękach „Jesieni – Vivaldi'ego”. Miłego słuchania muzyki z epoki dawno minionej... 71. Asturias Albeniza Na Koniec Weekendu
Jedna z tych melodii, które muszą być grane na gitarze, zwłaszcza przez takiego mistrza jak John Williams. Na pożegnanie listopadowej niedzieli posłuchajcie Asturias– dobrej nocy. Zapomniałem całkowicie, że u was już poniedziałek, a u mnie właśnie kończy się niedziela. Nie szkodzi - Albeniza można także słuchać na powitanie poniedziałku - oby pomyślnego pod każdym kątem. Wczesne dzień dobry z Anglii. :-)
sobota, 07 listopada 2009
70. Dyletant w Zaklętych Rewirach Nauki
Gdy zacząłem nosić okulary, uśmiechnęła mi się kariera naukowca, ale tu zaczęły się problemy. Wiedza tak się rozdrobniła w mojej młodości na wąskie specjalizacje, że gdybym zdobył doktorat w ornitologii, to wkrótce musiałbym wyspecjalizować się w badaniu efektów tokowania głuszców na głuszyce, flirtujące z cietrzewiami. Taki bowiem mezalians zdarza się wśród tych dziwnych ptaków i jego rezultatem jest bezpłodny odmieniec zwany skrzekotem. Wśród ornitologów jest z pewnością spec od skrzekotów. Jako dziennikarz specjalizuję się w podglądaniu takich właśnie mini-specjalistów, którzy zajmują się badaniem nieznanych zakamarków nauki. Podzielę się z wami kilkoma znaleziskami z pola ornitologii, bo tam ostatnio zawędrowałem. Niczego tutaj nie wymyślam, tylko cytuję tytuły naukowych artykułów. Marta Borowiec np badała „Ewolucję sygnałów seksualnych u ptaków: czy samiec i samica mogą rzetelnie ocenić jakość partnera.” Doświadczona głuszyca wyznała reporterowi Klechd, że samiec jest zwykle zbyt zachwycony swoim rzępoleniem, aby móc rzetelnie ocenić szyszkę na sośnie, nie mówiąc nawet o głuszycy na polu zabaw. Podobną opinię miały damy średniowiecza o trubadurach podbalkonowych. Bardziej skomplikowany temat badań poruszył Tomasz Wilk w pracy pt” Nie zawsze większy znaczy lepszy-efekt wielkości ornamentów płciowych na kojarzenia pozapartnerskie u muchołówki białoszyłej”. Olaboga! co się dzieje w świecie muchołówek? To białoszyła też popełnia cudzołóstwo z puszczykiem? A w świecie ludzkich ptaszyn czy kolczyk w nosie zalicza się do ornamentów płciowych? P.Indykiewicz napisał naukowy referat pt „Zmienność wielkości, kształtu i struktury „lądowych” gniazd śmieszki”, która to Larus ridibundus pewnie bawi się w takie zmiany dla hecy. Ciekawym tematem jest także „Zachowanie terytorialne pójdźki w krajobrazie rolniczym okolic Lublina” oraz „Skuteczność rozprzestrzeniania diaspory przez gawrona”, autorstwa Marka i Haliny Kucharczyk. Pójdźkę słyszałem na wakacjach w lubelskich lasach, a diaspora gawronów brzmi jak wronie getto. Jestem naukowo-ornitologicznie zafascynowany.
środa, 04 listopada 2009
69. Internet Jako Globalny Łapacz Snów
Magiczny instrument czerwonoskórych szamanów jest dziś pozbawioną wszelkiej magii pamiątką dla turystów, zwiedzających indiańskie rezerwaty. O tym amulecie możecie sobie poczytać w niezawodnej wikipedii. Gdy sobie dziś przypomniałem tego „Poławiacza Snów” i spojrzałem na jego fotografię, a później posłuchałem sennej i mglistej melodii chińskiej na ten sam temat, ujrzałem przed sobą wizję Łowcy Snów w XXI wieku. Tak, internet, moi drodzy, to też sieć, przez którą przepływają bez przeszkód wszystkie migocące, srebrnołuskie sny z koralowych raf, ale która przechwytuje ośmiornice, rekiny i resztę webowo-głębinowych straszydeł. Jak to jest możliwe? Odpowiedź na to wścibskie pytanie nie jest łatwa, głównie dlatego, że internet jako łapacz snów jest jeszcze w elektronicznych powijakach. Tak jak sny, internet ma już niemal globalny zasięg i stopniowo przekształca naszą jawę w śnienie-podobną rzeczywistość. Przy oglądaniu filmów, w kinie czy na TV, jesteśmy biernymi widzami cudzych snów. Internet uczy nas jak można śnić wspólnie. Posłuchajcie tego mglistego Łapacza Snów na youtube tuż przed podróżą na pole snów i napiszcie jutro, co wam się śniło.
poniedziałek, 02 listopada 2009
68. Jestem Drzewem i Chmurą...Ty Też
Mistyk i poeta potrafią utożsamić się ze wszystkim co istnieje. Mgławice, gwiazdy, księżyc i kamienie, kryształy i ziarnka piasku, bakterie, wszystko co pełznie, fruwa, pływa i chodzi po ziemi jest –tak jak ja i ty –jest energią kosmiczną zaklętą w tę lub inną formę. Energia, która pozwala żabie skakać i rechotać pochodzi z tego samego tajemniczego źródła , z którego czerpiemy energię do tańczenia i śpiewania. O tej tożsamości energetycznej pisał bardzo dawno temu bard Celtów, Taliesin i otaczany czcią przez wiele narodów Bliskiego Wschodu, perski mistyk-poeta XIII wieku, Rumi. Jego wiara w jedność rzeczywistości przejawiała się w jego poezji, krótkich aforyzmach, muzyce i tańcu. Wirujący derwisze wprowadzili w życie jego ideę, że taniec i muzyka pomagają w osiągnięciu takiej jedności. Popatrzcie i posłuchajcie Rumi Say I Am You (Mów Jestem Tobą)- piękny poemat Sufi. Muzyka kojąca, w sam raz na pełnię w Dzień Zaduszek
niedziela, 01 listopada 2009
67. Prodana Nevesta w Duecie Smietany
Ten tytuł brzmi jak potrawa i w rzeczy samej jest muzycznym daniem w stylu opery. Romantyczny Czech Bedrzich Smetana napisał komiczną operę pt „Sprzedana Narzeczona” co po czesku brzmi jak handel żywym towarem- Prodana Nevesta - co po naszemu jest „Sprzedana Niewiasta” i taką była śliczna Marzenka, wiejska panna na wydaniu. Bogaty wieśniak miał dwóch synów, ale starszy,Jenik, uciekł z domu jako mały chłopak i gdy wrócił do wsi nikt go nie rozpoznał. Młodszy syn , Waszka, jest klasycznym wsiowym półgłówkiem i jąkałą (dziś, poprawnie: inaczej intelektualnie sprawny ze specialną dykcją), ale to właśnie jego usiłuje wyswatać z Marzenką nieuczciwy swat, który zatail mankamenty Waszki. Marzenna zakochuje się w Jeniku i odwrotnie. Jenik, bardziej podstępny niż swat, wycofuje się jako konkurent za wysoką cenę pod warunkiem, że Marzenna zaręczy się z synem bogatego wieśniaka. Pogrążona we łzach Marzenka dowiaduje się, że Jenik sprzedał ją za 300 guldenów, ale gdy wszystko jest już śpiewnie wyjaśnione, wychodzimy z opery z uśmiechem, bo wiemy że Jenik sprzedał Marzenkę sobie samemu i taki jest happy ending. W tym duecie ,Jenik wygląda na buca, , a Marzenka(Benachova) jest jak typowa złotowłosa wymarzona Czeszka.
piątek, 30 października 2009
66.Gdybym Stał Się Jutro Liściem...
...to bym się ubrał w kolorową jesionkę i czekał na silny wiatr, aby mnie poniósł na drugi koniec ogrodu. Liść więdnie, co ktoś może nazwać umieraniem inaczej, ale ja widzę to tylko jako piękną metamorfozę mojej liściastej natury. Spoczywając na trawie w towarzystwie innych barwnych spadochroniarzy drzewnych, będę opowiadał ziemi o moim chlorochwilowym życiu, o tajemnicach alchemii, która pozwalała mi zmienić świetlistą energię słońca w pożywienie dla mojego drzewa. Ziemia wchłonie moją wiedzę i przekaże ja od bieguna do bieguna. Ludzie powiedzą, że użyźniłem glebę, bo nie znają moich zielonych sekretów liściastego świata.Yves Montand śpiewa tutaj sentymentalnie o tych zwiędłych latawcach, ale z wyczuciem jesiennego liścia przed ostatnią podróżą. Les Feuilles Mortes Dobranoc.
środa, 28 października 2009
65. Sadako i Tysiąc Białych Żurawi Origami
Sadako Sasaki, mała Japonka z Hiroszimy, przeżyła wybuch bomby atomowej, ale napromieniowanie spowodowało u niej białaczkę gdy miała 11 lat. Sadaki za namową jej przyjaciółek zaczęła wypełniać swoje dni w sanatorium robieniem origami żurawi. Wedle starej legendy japońskiej, gdyby zdążyła złożyć 1,000 żurawi, wówczas miałaby prawo do jednego jedynego życzenia: aby żyć. Niestety, Sadako zmarła, gdy zdążyła złożyć tylko 644 białych żurawi, ale resztę dorobili jej przyjaciele. Rasul Gamzatow, poeta Dagestamu, tak się zachwycił tą historią i widokiem pomnika, otoczonego tysiącami żurawi origami, że napisał o niej wiersz, który okrężnymi drogami stał się jedną z najbardziej popularnych rosyjskich piosenek:Zvezda-Song Zhuravli Tutaj w pięknym wykonaniu rosyjskiej grupy Serebro.
wtorek, 27 października 2009
64. Natrętny Lokator-Pokój z Wami
Gdy przychodzę do moich znajomych z wizytą i mówię w progu: „Pokój z wami”, oni zaczynają się sumitować że, niestety, mieszkanie jest za małe na dodatkowego lokatora, że mógłbym może przenocować, ale na stałe, to bardzo im przykro…Nasz „pokój” jest dwulicowy, pewnie dlatego że, prawdę mówiąc, lubimy wojnę. Pod hasłem "peace” wikipedia polska zdołała wydusić z siebie zaledwie kilka zdań co, w porównaniu z artykułami w innych językach, wygląda na to, że jesteśmy narodem wojowniczym. My nawet potrafimy prowadzić zajadłe bitwy o pokój, byle tzlko miał cztery ściany i podłogę. Pax vobiscum, peace, szalom, salaam to pozdrawianie w kilku językach naszych bliźnich słowem „pokój”. Polacy mówią co najwyżej „uspokój się, bo dam ci w pysk” albo współcześnie „spoko,spoko”. Węgrzy nazywają „pokój” (ten bez agresji) – BÉKE" (Peace, Paz które to słowo ładnie połączyli z łabędziem śpiącym na jeziorze.
poniedziałek, 26 października 2009
63. W Poszukiwaniu Zmysłowych Tajemnic
W ostatnim podsumowaniu moich zmysłowych narzędzi miałem ich ponad dwanaście, ale jest jeszcze wiele dodatkowych, które się przyczaiły i nie zawsze pozwalają mi na ich dokładniejsze badanie. Wzrok, słuch, węch, smak, dotyk, olaboga (zmysł bólu), farenhajt (zmysł zimna/ciepła), tyktak (zmysł czasu),linoskok (zmysł równowagi) i gdziesik (orientacja przestrzenna) to te, które ma prawie każdy w różnym stopniu rozwoju lub niedorozwoju. Moje dwa dodatkowe zmysły to jasnosłyszenie (głównie anielskie chóry, ale także pomruk linii geomagnetycznych) i psychometria (dotykanie liter i dźwięków w celu ustalenia tego czego nie widać w słowach.) Każdy z tych zmysłów ma tyle różnych funkcji, że dostaję zawrotu głowy gdy próbuję wygrzebać je z tysięcy metafor, które je maskują. Gdy moje oczy pasą się widokiem uroczej laski, to zdobywają sobie pożywienie w formie fal elektromagnetycznych. Te są konieczne do utrzymania równowagi uczuciowej i równocześnie przesyłają sygnały do nosa, aby pochwycił feromony perfum, konieczne do dalszego przekazywania ważnych informacji życiowych. Węch to nie tylko identfikacja zapachów, ale także zdolność zwęszenia tego, co się święci u sąsiadów lub w pracy i umiejętność zwąchiwania się z ludźmi podobnymi do nas.A wiecie co to jest smak „umami”? Gdy facet posmakuje np bigos albo gulasz, ugotowany przez żonę i mlaskając językiem (mniam, mniam) wybełkocze: „tak jak jadłem u mamy”, to uruchomił ten instrument smaku. Zmysł dotyku ma różne natężenia od usypiającego łagodnie głasku do szokującego jak piorun dotyku „do żywego”. Gdy ktoś wyprowadzi cię z równowagi, to znaczy tylko, że pchnął cię słowami i twój linoskok wpadł w nerwowy poślizg. Mój tyktak jest wciąż lekko zdezorientowany po zmianie czasu z letniego na zimowy i cierpię chwilowo na syndrom zaburzenia okołodobowego czyli jetlag. Owada, zwierzaki, drzewa i kwiaty, wiatr i obłoki, ogień i woda też mają niesamowite aparaty do rozpoznawania, rejestrowania i przekazywania informacji podobnymi instrumentami zmysłowymi, ale o tym innym razem. Do posłuchania Relaxationdo dźwięków i widzeń, które działają na wszystkie zmysły. :-)
sobota, 24 października 2009
62. Nie Taki Skorpion Straszny...
Patrz jak nad jej wody trupie Wzbił się jakiś płaz w skorupie… sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem A.Mickiewicz: Oda do młodości Nie mam pojęcia czy nasz litewski wieszcz liznął gdzieś trochę wiedzy astrologicznej czy tylko kierował się intuicją poety, ale jego opis tego płaza pasuje do astrologicznego Skorpiona. Jego energia to drugi typ Wody, która w tym kontekście jest symbolem uczuć i wszelkiego rodzaju emocji (Rak i Ryby to inne „gatunki” Wody). „Wody trupie” pasują, bo Skorpion jest w pewnym sensie symbolem śmierci, nie koniecznie fizycznej ale głównie tej, która kończy cykle i wprowadza zmiany w naszym życiu. Słońce oddala się z naszej półkuli, ciemność triumfuje nad światłem, zbliża się ten okres gdy zaczynamy niepokoić się i oczekujemy powrotu Słońca pod koniec grudnia. Skorpion musi dać sobie radę w żegludze po falach tych „trupich wód” i dlatego symbolizuje energię samowystarczalności. Ster, żeglarz, okręt- tak musimy płynąć w zapadających ciemnościach, naszą busolą instynkt, intuicja i wiara w siebie. Każdy ma w sobie tę energię w różnych proporcjach, bo jej siła i użytek jaki z niej robimy zależy od miejsca na mapie horoskopu. Ale horoskop to tylko mapa,zaś terytorium to psychika i fizyczna forma każdej istoty, skazanej na dłuższy lub krótszy pobyt na tym padole dwunastu znaków Zodiaku. Drzewo, zwierzę, tenpajęczak pustyni, skorpion z ostrzegawczym kolcem na końcu tułowia,ty i ja i każdy z nas ma w sobię zasoby tej symbolicznej energii. Możecie o niej poczytać na webie. A na weekendową zabawę popatrzcie na jeden z wielu przykładów energii skorpiona rzekomo z Simpsona. A nawet jeśli nawet nie, to też zabawne.
czwartek, 22 października 2009
61. Monsieur Hulot Na Wakacjach
Jacques Tati był dawno temu jednym z moich ulubionych aktorów francuskich. Filmy w tej zamierzchłej epoce były tak zupełnie inne od tego co dziś zaśmieca mój ekran TV, że porównania nie mają sensu. Humor był wtedy delikatnie nieskomplikowany, świetnie podchwycony i dostosowany do takiego aktora jakim był Tati, archetyp urodzonego pechowca walczącego z trywialną codziennością. Podejrzewam, że w mojej osobowości jest gdzieś ukryty taki właśnie Monsieur Hulot. Napisałem nawet kiedyś w Klechdach cykl opowiadań o moich „przygodach Jonasza-pechowca”. Tatiszczew (jego ojciec był rosyjskim emigrantem we Francji) gra widocznie na moim francusko-słowiańskim poczuciu humoru. Ten krótki urywek z jego licznych filmowych przygód w serii Monsieur Hulot jest z jego młodszych lat, ale nie stracił nic na aktualności i jest, w penym subtelnym sensie, satyrą na francuską burżuazję owych czasów.
środa, 21 października 2009
60. Morze Szumi, Zorba Quinn Tańczy
Dawno już nie słyszałem tej hypnotycznej melodii z filmu Zorba Grek (Zorba the Greek) z nieporównym Antonim Quinn’em w roli Zorby.Szukałem, nadaremnie, innej wersji tego tańca w którym, o ile pamiętam, Zorba tańczył z z całą grupą mężczyzn. Na webie jest wiele nieudanych naśladownictw, ale czegoś tam brak- może tej energii życiowej jaką potrafił zawsze uwydatnić w swoich filmach ten awatar z innych wymiarów, jakim był Antonio Rudolfo Oaxaca Quinn. Któż inny, jeśli nie Obcy, wybrałby sobie jako miejsce urodzin miasto Chihuahua, stolicę tych cudacznych maleńkich piesków, ulubieńców, dawnych Azteków, które nazywamy Cziwawa? Perry Como nawet śpiewał kołysankę o tych cziwawach. Quinn nie był malutki, wprost przeciwnie, ale miał niezwykle barwne życie i po spłodzeniu 12 dzieci (nie jestem pewien ile miały matek) i błyskotliwej karierze filmowej, pożegnał się z ta planetą i powrócił do swej gwiezdnej Cziwawy osiem lat temu, gdy miał 86 lat. Tutaj jego taniec Zorby z Alanem Bates’em. | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||