|
czwartek, 12 stycznia 2012
103. Lakoniczne Ciekawostki o Niczym
*Na początku był Blip. W astronomii to Big Bang- Wielki Hałas o nic. Oczywiście, 165 znaków kosmicznych to może być w praktyce 165 milionów galaktyk, nie licząc czarnych dziur.
* Dończycy mają dziwne wyobrażenie o Polakach. Ich powiedzonko "at leve på Polsk" znaczy "żyć na kocią łapę" albo dosłownie "żyć po polsku". Co kocie łapy mają wspólnego z bezślubnym współżyciem tego nie wiem.
* Prasa polska doniosła niedawno, że szkoła podstawowa w Piekle została zamknięta. Najwyższy czas! Ta płomienna wieś lepy w pow. stumskim na Żuławach. W powiecie gryfickim jest wieś, której polityczna prawica unika jak diabeł święconej wody, Ta wieś nazywa sie Wlewo. Natomiast politycy garną się jak muchy do miodu do wsi Tumidaj i dlatego jest ich aż dwie w woj. łódzkim.
* Język węgierski ma liczne polskie słowa, zmienione lekko tak, aby Madziary mogli je wymówić. Młotek po węgiersku to kalapacs (klepacz), szomszed to sąsiad, praca to u nich munka (męka), pecsenye to pieczeń, a kolacja t oczywiście vacsora (wieczerza). Pamiętajcie, że dziś jest szerda -środa , a jutro csütörtök, czwartek.
wtorek, 03 stycznia 2012
102. Do Siego! w Oczekiwaniu na Skok Smoka
Najwyższy czas na składanie nieco opóźnionych życzeń Do Siegp Roku. Dziś Wielka Brytania jest atakowana przez okrutne wichury z deszczem i śniegiem (ten ostatni tylko w Szkocji). Ten skaczący baran i kurza stopa, którymi Polacy mierzą czas od Nowego Roku, zmieni się za 20 dni w skok chińskiego Smoka Wody. Dla nas takie smoki to stara historia i mamy dla nich ich ulubioną potrawę – dziewicze Krakowianki. Gdy ich zabraknie, a już krąża pogłoski, że jest ich tyle co kot napłakał, to mamy dla wawelskiego smoka środek uspakajający w postaci jagniątka nadziewanego siarką. Spragniony smok jest jak spragniony Polak: pije co mu naleją. a że Wisła blisko...Trzymajmy kciuki. Chiński Smok ma także dobrą stronę i w tej postaci niszczy takie przeżytki jakimi są chciwi i samolubni bogacze, agresywni dyktatorzy i resztę ludzkich odmieńców, którzy nie potrafią się zmieniać, bo są pogrążeni w letargu samozadowolenia. Smok pożre ich w następnych 12 miesiącach, a jeśli nie da rady, to czeka nas powrót do polowania na dinozaury.
i mieszkania w ciemnych jaskiniach bez internetu. I na tej pogodnej nucie kończę mój łabędzi śpiew na powitanie 2012. :-)
poniedziałek, 26 grudnia 2011
101. Dzień św Stefana i Pudełek bez Boksu
Moje pierwsze Boże Narodzenie w Anglii było pełne niespodzianek. Tutaj nikt nigdy nie słyszał o naszych wigilijnych rytuałach. Zamiast św Mikołaja pojawił się jakiś Father Christmas (Tatuś Bożenarodzenie) , który w noc wigilijną wkładał prezenty dla dzieci w dużą Pończochę zawieszoną przy ich łóżku. Prezenty spod choinki były wręczane dopiero w pierwszy dzień świąt. Głównym zarciem był obiad z rytualnym indykiem, którego rozmiar gwarantował codzienne spożywanie tego jadła aż do Sylwestra. Drugi dzień świąt był zagadkowo dla emigranta z Polski zwany Dniem Boksu – Boxing Day. Dopiero gdy moja angielszczyzna polepszyła się nieco, wytłumaczono mi, że od średniowiecza w ten dzień służba i biedni ludzie otrzymywali od pracodawców i bogaczy pudełka (box – pudełko) z prezentami. "Jeszcze inna etymologia tego słowa wiąże się ze średniowiecznym zwyczajem, kiedy to w tym dniu łapano strzyżyk, "króla wszystkich ptaków", wkładano go do pudełka i obnoszono po wszystkich domach we wsi, co miało przynieść szczęśliwy rok i dobre plony." W praktyce powojennej, gdy służba domowa przetrwała tylko w domach bogaczy, jej miejsce zajęli dozorcy, mleczarze, listonosze, kolędnicy i orkiestry Armii Zbawienia. Dziś nikt nikomu nie daje pudełek w ten dzień, bo wszyscy czekają na szał wyprzedaży po-świątecznych.
W popularnej kolędzie angielskiej czeski król Wacław brodzi przez zaspy śnieżne z nieszczęsnym paziem aby nakarmić głodnego kmiecia. W tłumaczeniu gugla:" Dobry święty Wacław król ujrzał przez okno, w dzień św Stefana, kiedy śnieg leżał dokoła głęboko, chrupko i równo, a księżyc świecił jasno i mróz był okrutny, biednego kmiecia zbierającego opał na zimę." Paź króla uświadamia go, że ten chłop mieszka o wiorstę od pałacu, w lesie, przy fontannie św Agnieszki.Król Wacław wydaje rozkaz do pazia "przynieś mi ciało (mięso) przynieś wino i kłody drzewa, bo zaniesiemy to do tego nędzarza na obiad"- Paź i król brną przez zaspy w trzaskający mróz, paź objuczony pudłami darów ledwie dyszy, ale nieubłagany Wacław każe mu iść po swoich śladach i paź od razu czuje cudowne ciepło świętego Czecha.".Morał kolendy "Bogacze bądźcie miłosierni dla biedaków, bo wtedy będziecie mieli podwójne zyski" Pięknych niespodzianek bez boksowania życzy Wam imiennik św Stefana (Szczepana?) w Dzień Świątecznych Pudeł. :-)
sobota, 24 grudnia 2011
100. Zwiastuny Zmian nad Wigilijną Anglią
W Klechdach jest nie tylko jedno krzesło dla niespodzianych gości, ale dwanaście krzeseł (bo ja lubię być trzynastym z powodów numerologicznych) Proszę usiąść sobie wygodnie, bo oznajmiam że dziś jest Dzień Zimowego Przesilenia (najdłuższa noc, najkrótszy dzień), który zbiegł się z księżycem w nowiu ,no i oczywiśscie Wigilią i tym wszystkim co ten wieczór znaczy dla Was, a mianowicie, opłatki, życzenia, choinka, śledź, barszcz z usszkami, karp, kutia, susz, bakalie i św Mikołaj (poprzednio Dziadek Mróz) z prezentami, na których nie ma ani śladu sadzy z komina. Napisałem "dla Was", bo w mojej angielskiej pustelni, wigilia jako ten rytuał nie istnieje. Ucztowanie jest na jutro – wędzony łosoś, pieczony indyk z pysznym nadzieniem, owoce i prezenty pod choinką, a dla dzieci w pończosze wiszacej nad ranem przy łózku. Anglia ma dla Was specjalny prezent w postaci niezwykłych chmur nad hrabstwem Jork. Zwiastuny zmian czy masowy najazd ufoludków? Kto wie... http://www.bbc.co.uk/news/uk-england-leeds-16302606 Spokojnych i zdrowych Świąt i Do SiegoRoku 2012, który w Chinach jest rokiem Smoka. Cmok! PS. niestety, nie mam pojęcia jak wsatwić ten link aby można było nań kliknąć. Blox zawsze oducza mnie normalnych postępować blogowych,b o ich program to jakaś naarodowa wersja chyba.
środa, 21 grudnia 2011
99. Powrót Pijawek i Cyrulików?
Nie chce mi się czasem wierzyć w to, co wyczytuję we wszechwiedzących wikipediach. Dla pewności porównuję teksty w tych językach, które znam lub potrafię odczytać. Niestety, jednym z wielu problemów wikipedii jest to, że piszący mają swoje fachowe, kulturowe i osobiste uprzedzenia. Celnym przykładem jest tutaj sprawa wympirycznych krwiopijców znanych w medycynie od zarania cywilizacji jako pijawki, po angielsku "leech". W 18-19 wieku, "leech" był popularnym synonimem "lekarza", który często-gęsto kazał pacjenta pokryć od stóp do głów tymi oślizgłymi, czarnymi ohydami. Popyt na Hirudo officinalis (naukowa nazwa pijawki) był tak ogromny, że pijawki były przez jakiś czas zagrożone wymarciem. Stosowanie pijawek było polecane przez doktorów, ale zabieg był zwykle wykonywany przez fryzjerów-cyrulików, a także przez znachorów i kuglarzy. Nic dziwnego, że chociaż to krwawienie pacjenta dawało czasem pożądane rezultaty, dużo częściej ofiary pijawek umierały, zwłaszcza gdy upuszczanie krwi w dużych ilościach było w ich schorzeniach równoznaczne z uśmiercaniem przez ignorancję. W mojej młodości słyszałem często o stosowaniu pijawek, bo przedwojenna medycyna w Polsce nie zawsze dotrzymywała kroku zachodnim postępom w leczeniu, zwlaszcza tam gdzie zabobony, średniowieczne znachorstwo i bieda były główną przeszkodą do wprowadzania najnowszych metod leczenia. Pozbawione ludzkiej krwi jako pożywienia przez ostatnie stulecie, pijawki stały się nagle ponownie popularne kilka lat temu, gdy naukowcy odkryli że hirudyna wydzielana z gruczołów ślinowych zwalcza tworzenie się skrzepów po operacjach, oparzeniach, ranach, a także działa w kilkunastu schorzeniach. Sterylne krwiopijce w słoikach pojawią się pewnie lada moment na półkach aptek, a nawet supermarketów i będziecie wszycy mogli się odkrwawiać w towarzyskich przychodniach hirudoterapii. Mnie tam nie będzie, bo robię awantury ilekroć doktór próbuje ukraść moją krew i pozbawiać mnie tych czerwonych ciałek, dzięki którym wyglądam na żywego człowieka, a nie na dziennegoupiora. :-)
wtorek, 20 grudnia 2011
98. Powrót Marnotrawnego Gęślarza
Mam do tego bloga nostalgiczny sentyment, bo tutaj pisałem cierpliwie od 2005 roku, czekając na odzew moich wiernych Zakładek czy może zakładniczek, które uwięziłem w słowach. Żałuję z łezką w oku, że straciłem kontakt z wieloma przemiłymi komentującymi osobami, ale to wina wirusów i innych biesów, a także trudne ostatnie lata w moim prywatnym żywocie. Moja żona zmarła pięć miesięcy temu, po pięcioletniej walce z komplikacjami po urazie mózgu. Pielęgnowałem ją w domu z pomocą międzynarodowego batalionu przychodnich pielęgniarek i opiekunek. Bez nich nie dałbym sobie rady, ale odesłanie kochanej osoby do szpitala czy domu opieki to byłaby dla mnie przegrana bitwa ze sobą samym. Po jej cichym odejściu wykiełkowało wiele innych problemów, ale mimo moich 91 lat jakoś daję sobie radę. Uratował mnie w pewnym sensie powrót do pisania tygodniowych felietonów w londyńskim Dzienniku Polskim, gdzie debiutowałem po ucieczce z Polski, w 1947r. Te felietony pozwalają mi mieć zywy kontakt z polszczyzną co dla brytyjskiego dziennikarza jest jak zastrzyk dopalaczy. Felietony ukazują się pod nagłówkiem Gęsim Piórem w piątkowym weekendowym wydaniu Dziennika i cieszą się nieco większą popularnością niż moje blogi. Nadchodzący okres świąteczny i noworoczny był moim głównym bodźcem do tej wizyty. Przesilenie dnia z nocą i powrót Słońca w dzień wigilijny to piękna okazja. Wszystkim dawnym i nowym Czytelnikom Klechd składam serdeczne życzenia zdrowych, spokojnych Šwiąt Bożego Narodzenia i Do Siego Roku, który od końca stycznia będzie Rokiem Wodnego Smoka. Smok kojarzy mi się z Wawelem. A Wam? :-)
środa, 20 lipca 2011
97: Pieszczotliwa Polszczyzna: Wnętrze Ucha
Ku mojemu zdumieniu, dowiedziałem się, że moje uszy zamieszkują dwa identyczne ślimaki, których twarda skorupeczka jest w kształcie spiralek. Anglicy nazywają te moje ślimaki cochlea, a to jest rzymski ślimak, skradziony od Greków, dla których ślimak i śruba były jednoznacznymi pojęciami. Skorupa ślimaka to nieruchoma śruba, a śruba to prawzór ślimaczego domu. Włosi zmienili cochlea w cudownego językowego łamańca – chiocciola. Tylko oni potrafią to słowo wymówić. Najbardziej zafascynowały mnie w polskim nazewnictwie anatomii moich uszów pieszczotliwe zdrobnienia ich składników, bo nie spotkałem się z takim dziecięcym słownictwem w żadnym innym języku. Posłuchajcie, bo może nigdy nie przyszło wam do ucha, że macie w nim bębenek, kosteczki słuchowe, którymi są: młoteczek, kowadełko, strzemiączko i trąbka słuchowa. W przewodniku ślimakowym jest płynek, który nazywa się śródchłonką, a także maleńkie włoski, które noszą nazwę rzęsek. W uchu mam także schodki przedsionka i schodki bębenka, które są wypełnione przychłonką. Na pierwszy rzut oka wygląda że mam tylko dwa „ucha”, ale to tylko pozory bo faktycznie mam ich sześć – po trzy na sztukę: zewnetrzną małżowinkę, środkowe uszko z bębenkiem i to najbardziej tajemnicze, wewnętrzne. Tam jest właśnie ten ślimak zagubiony w labirynciku zwanym błędnikiem. Są tam także okienka, błonki i piosenki i muzyczka, bo bez nich mój świat byłby głuchy jak pień. I to tyle o moich fantastycznych słuchach wraz z ich zabawkami. Dobranoc szepcikiem na uszko.
96. Swojska Polszczyzna: Sadło Komarowe
" czybyście wy, Mikołaju, nie pozwolili na założenie w kołodziejni maleńkiej apteczki? Toć na wypadek potrzeby, swojczanie nie mają pod ręką najprostszych środków: olejku, gorczycy, rumianku, kwiatu bzowego, szarpi, bandażów, baniek itd.
— Myśl twoja jest dobra! ale żeby ludzie korzystali z apteczki, trzeba w niej lekarstwa poprzezywać: sadło komarowe, bocianie, maść miłego męża, woda od siedmiu boleści....
A.Dygasiński: W Swojczy
poniedziałek, 18 lipca 2011
95. Niecodzienna Polszczyzna: Prątniczki
To słowo jest dobrze znane każdemu, kto się zawodowo babrze w terminologii botanicznej. Moja wiedzą o roślinach jest obmurowana doniczkami, w których kwitną boginie i cyklameny, kaktusy i zebriny. "Boginie" to nazwa wymyślona przez signe dla begonii, bardziej swojska i wyjątkowo trafna, bo te piękne rośliny wzbudzają religijny zachwyt wśród ich wielbicieli. Gdy moje oczy po raz pierwszy spotkały się z prątniczkami, wydawało mi się, że to literówka "prząśniczki", tej z dobrze znanej i często śpiewanej piosenki Moniuszki: "u prząśniczki siedzą jak anioł dzieweczki, przędą sobie, przędą cieniutkie niteczki..." W mojej wyobraźni ta prząśniczka to była taka starsza kobieta, która uczyła młode aniołki jak wić nić. Nic podobnego. "Prząśniczka" albo ściślej "prząśnica" to część kołowrotka w formie wąskiej deski, do której przywiązane jest przędziwo. Prządki wiją niedoprzęd w przędzę. W naszej epoce każdy internauta to prządka, siedząca u prząśnicy zwanej webem czyli sieciowym niedoprzędem, który przerabiamy na kolorowe nonsensy w kształcie blogów, tłyterów i fejsbuków.
Moje wrzeciono pokręciło się w kierunku "prątniczki"i po cienkiej nitce wikipedii dotarłem wreszcie do kłębka czyli definicji tego tajemniczego słowa. Podam najpierw czeską definicję, która zawiera kusząco polsko-podobne słowa: "Patyčinka je zakrněla tyčinka, ktera ztratila schopnost vytvaret pyl." W moim tułmaczeniu "Skarłowaciały tyci pręcik, który stracił pochopność do wytwarzania pyłku", a w naukowej terminologii "płonne pręciki które nie mają pylników i nie wytwarzają pyłku." W niektórych kwiatach (piwonia, powojnik) znalazły sobie jednak coś na nudę i udając płatki "pełnią rolę powabni dla owadów". Co za wspaniała nazwa "powabnia". Ach i och, gdybym mógł się upodobnić do tycinki i udając kwitnące blogi, przerobić Klechdy na Powabnię...
Płonne nadzieje, próżny trud, bezsilne złorzeczenia itede itede
niedziela, 17 lipca 2011
94. Polszczyzna Niespotykana Na Codzień: Szlara
Internet otworzył – przynajmniej dla mnie – Sezam językowych skarbów. Ciągle znajduję na webie, w tej niezrównanej encyklopedii jaką jest wikipedia i na licznych blogach, polskie słowa, o których nie miałem zielonego pojęcia, a które zachwycają mnie swoją egzotycznością lub pomysłowością nazewnictwa. Jest ich mnóstwo w każdej dziedzinie wiedzy, zwłaszcza w botanice, ornitologii i wielu innych naukowo-swojskich terminologiach. Postaram się umieszczać tutaj od czasu do czasu takie zdobycze z moich podróży po webie z siatką na łapanie barwnych okazów polszczyzny i innych języków. Na przekąskę podam "szlarę", słowo pożyczone z niemieckiej nazwy sowy płomykówki – Schleiereule, co znaczy sowa zawoalowana albo zakwefiona. Szlara to "talerzowato ułożone pióra wokół dzioba i oczu u sów oraz niektórych przedstawicieli z rzędu szponiastych. Pióra te są krótsze i sztywniejsze od reszty upierzenia głowy ptaka, a często także jaśniejsze. Szlara służy do skupiania (zbierania) fal akustycznych w celach nawigacyjnych. Ptaki te bowiem, wbrew powszechnemu mniemaniu, nie są nocnymi superwzrokowcami,lecz myśliwymi-słuchowcami i są aktywne w nocy, niezależnie od stopnia zachmurzenia nieba, czy też obecności księżyca." Dużo obecnie słyszymy o podsłuchach, pingowaniu (też nowe słowo)i ybieraniu "fal akustycznych" z rozmów komórek itp przez gorliwych dziennikarzy imperium wydawniczego Ruperta Murdoch.A tu okazuje się, że skrzydlatą dziennikarką ptasiego królestwa jest zakwefiona sowa, która ma własny sposób podsłuchiwania swoich potencjonalnych ofiar, takich jak np moja czarna myszka komputerowa. Wikipedia dodaje: "szlara jest nietypowym i niespotykanym u innych ptaków elementem upierzenia głowy, a występuje jednocześnie z dość krótkim dziobem, bardziej owalną niż u innych ptaków głową oraz krótszym niż u innych ptaków rozstawem oczu. Wszystkie te elementy sprawiają, że ptaki mające szlarę wyglądają jakby miały twarz, co przydaje im cech ludzkiego wyglądu głowy. Zapewne to właśnie dlatego już od czasów starożytnych przypisywano tym ptakom niezwykłą mądrość." Wścibskich dziennikarzy typu News of the World powinnisśmy teraz nazywać "Sowiszlarami" na wzór dawno zaadoptowanego w polszczyźnie niemieckiego urwisa Eulenspiegel'a jako Sowizdrzała.
piątek, 03 czerwca 2011
Uroczysko Zawarte Na Cztery Spusty
Nie mam pojęcia co się stało, ale Uroczysko działać przestało. Może blogowisko walczy z fala kiboli typu internet, może padły jakieś łącze. Awaria musi być poważna skoro trwa od wczesnego ranka i nie ma żadnych wiadomości gdziekolwiek na ten temat. Jak to dobrze mieć taki bloguś jak Klechdy w rezerwie, bo mogę donieść wszem i wobec, żem żyw i nie uciekłem z Uroczyska. Wprost przeciwnie Uroczysko uciekło ode mnie dziwnie i nigdzie go znaleźć nie mogę, wskutek czego zaczynam popadać w trwogę. Piękny dzień, cieple wietrzysko wieje i nic się nie dzieje. Do usłyszenia tutaj.
wtorek, 16 listopada 2010
92. Wizażystki z Ornatem w Poczekalni
Dwie kłamczuszki, specjalistki w przebierania diabła w ornat, nie były wyrzucone z jego prywatnego piekiełka zwanego PiSem, tylko czasowo wysłane na niby-wygnanie w celu stworzenia dywersji przed wyborami samorządowymi. Gdyby nie one, PiS zniknąłby z ekranów i łamów medialnych, bo stypa ze zniczami trwa za długo i ludzie zaczynali się nudzić. Durne media dały się nabrać. Moje dzwonki alarmowe zaczęły dzwonić gdy na scenie pojawił się Poncyliusz z jego dziwnymi żądaniami i odwlekaniem własnego wykopu, a zaraz po nim Kamiński z anonimowymi skargami na typowe Ziobrowe machinacje.Z czego chyba dość jasno wynika, że wataha wilków nie była wtajemniczona w ten sekret Prezesa. Stara złota zasada Rzymian: dziel i rządź ma się dobrze za kulisami machiawelskich machinacji wielkiego stratega. Obaj europosłowie wraz z innymi znaleźli się już w Stowarzyszeniu wizażystek i obu nie grozi wyrzucenie z PiSu, bo tak rzecze polityczna mamka Prezesa pani prof Jadzia S. On tak jej przyrzekł. Koniec czystek. No, jasne. Po niedzielnej przegranej, kto wie? Może nawet sam Prezes przyjmie funkcję honorowego lidera Najważniejszej Polski, bo to przecież jego kopyrajt. Pożyjemy, obaczymy...
poniedziałek, 26 lipca 2010
91.Tancerz Oblicza a Sprawa Polska
Mądrzy ludzie wiedzą, że życie często naśladuje fikcję. Spoglądając na Polskę z mojej odległej nieco Wyspy, widzę ostatnio dramat czy tragikomedię która przypomina mi ten wspaniały cykl sci-fi powieści pt „Diuna”, epokowego dzieła Franka Herberta. Na scenie polskich rozgrywek politycznych główną rolę obecnie gra postać Jarosława, jakby żywcem wzięta z „Heretyków Diuny”osoba Tancerza Oblicza . Ta hermafrodyczna istota, wyhodowana przez tajemniczych Bene Tleiksjan, zwanych także potocznie Sprawcami Bezprawia, potrafi być tym, kogo ukryte sztaby Tleitekstów projektują w lochach Jasnej Wydmy na planecie Takitekst w celu zdobycia władzy na Diunie. Innym osiągnięciem Tleików było tworzenie gholów, istot wyhodowanych z komórek zmarłych osób czyli potocznie zwanej smolistej kadzi aksolotlowej. Tancerz Oblicza potrafi łatwo naśladować te istoty, bowiem ghol był dokładną kopią zmarłego człowieka, tyle że nie posiadał jego pamięci. Tancerz Oblicza może dowolnie zmieniać swój wygląd, kopiować psychikę swoich ofiar i nawet zmieniać mowę tak, aby każdy go rozumiał albo nie rozumiał o co mu chodzi albo nie chodzi. Tancerze Oblicza mają zadania, ale nie mają pojęcia o niczym poza tym, co im sztaby Tleiteksowe sugerują. Jest wiele innych zdumiewających podobieństw między dzisiejszą Polska i książkami „Diuny”, ale na potoczną analizę i wyłuskiwanie zbieżności brak mi czasu.
Wiele ciekawych tematów do dalszych twórczych rozważan znajdziecie w wikipedii. Podumajcie np nad „Językiem walki”, który posiadały w czasie wojen wszystkie wysokie rody (potocznie szlachta).Kończę cytatem na temat „melanżu” (czysto polska potrawa) :
"-Pamiętasz smak swojej pierwszej przyprawy?
-Smakowała jak cynamon.
-Lecz nigdy dwa razy tak samo - rzekł. - Ona jest jak życie: ilekroć jej kosztujesz, ukazuje inną twarz". Ano, właśni tak dokładnie. Rzeczywistość to Tancerze Oblicza.
poniedziałek, 05 lipca 2010
90. Pobili Się Dwaj Górale ...
Za górami, za lasami, za dolinami, Pobili się dwaj górale ciupagami Hej, górale, nie bijta się! Ma góralka dwa warkocze, podzielita się --- Pobili się dwaj górale, a trzeci się śmiał. Podsunął się do dziewczyny i jużci ją miał. Hej górale, nie bijta się! Mata na łbach tęge guzy, ja dziewczynę mam. Ciupagi, kierpce i oszczypki, bace i kierdel owiec: takie było walczące zaplecze Górala z Żoliborza, szczególnie widoczne w momencie jego przedpółnocnej kapitulacji. O północy żoliborski juhas wyskoczył na wierch, ale spadł z niego po godzinie. Mam nadzieję, że jego sztab wyborczy nie otworzył przedwcześnie butelek szampana, bo nawet Marszałek ograniczył się do małej buteleczki wyskokowego napoju, gdy nie było jeszcze stuprocentowej pewności, że zbójnicy z Podhala i lubelskie mohery nie uzyskają przewagi nad wąsatym Bronkiem. Od dziś nie przyznaję się już, że jestem rodem z Lublina i zmieniłem w paszporcie L na D, dzięki czemu jestem teraz postępowym Dublińczykiem. Kampania drugiej tury była albo nudna jak flaki z olejem albo spadała do poziomu przedszkolaczków pokazującym sobie język i wyśmiewającym siŁ z potknięć lub kłamstewek kandydatów. Te wybory uświadomiły mnie nie po raz pierwszy, że mój rodzinny kraj jest rozdarty na pół jak jak stara pierzyna, z której sypią się kacze pióra i nudnie miauczące palikoty. Wschód to pomrocze posiołków, proboszczów i słuchaczy RM; Zachód to młodzi duchem lub ciałem mieszkańcy miast i miasteczek. Polonia północno-amerykańska to masowe przeszczepy z posiołków, które w wolnych chwilach marzą aby sąsiadowi zdechła krowa. Takie ambicje najlepiej potrafi im zaspokoić twórca IVRP. Młody Janosik, trzeci cwany góral polityczny, to oczywiście Napieralski, który nie wywija ciupagą, ale ciuła w skarbonce te złote dukatym które wypadły z rozdaartej polskiej pierzyny.
wtorek, 29 czerwca 2010
89. Faraon Yarkon IV i Siedem Plag Egipskich
Historia powtarza się. Nie ma znaczenia w potoku dziejów czy ta powtórka jest z Kroniki Kadłubka czy z Biblli. Ucieszyłem się, gdy przeczytałem ostrzeżenie posłanki PO Renaty Zaremby o trzech znakach „Opaczności” i ich znaczeniu, ale moja radocha była krótkotrwała. Dworzanie Yarkona IV podnieśli taki egipski rejwach, że wystraszyłby Mojżesza, a cóż dopiero biedną Renatkę. Nawet Wyborcza uległa nagonce Pisowej i usunęła wpis wieszczki poznańskiej ze swych zwykle odważnych łamów. Powodem było zapewne oburzenie kilku antyków z otoczenia sztabu PO. O tych zbieżnościach plag uderzających w Polskę, urzeczoną magią Faraona Yarkona IV, pisałem obszerniej w moim drugim blogu. Ciemny lud, niestety, wierzy każdemu słowu faraona i bełkotom arcykapłona zabobonów toruńskich, zamiast sluchać tych co potrafią czytać znaki na ziemi i na niebie – te SMSy niebiańskie, które nie kłamią i nie zmuszają nikogo do niczego, ale ostrzegają przed bezdenną głupotą łatwowiernych tłumów. Siedem plag faraońskich to nie tylko smolna mgła Smoleńska, wybuch wulkanu i prochy pogrzebowe nad Polską, co uziemiło spodziewany hołd dygnitarzy i dla ośmieszenia dziwożońskiego pomysłu z Wawelem ułatwiło triumfalny wjazd błazna z Gruzji. Szarańcza moherowych wyborców, podżeganych przez szamana RM, która spowodowała drugą turę wyborów to czwarta plaga. Wirus grypy atakujący Faraona o Pięciu Obliczach - piąta plaga i ostrzeżenie. Dwie dalsze plagi są gotowe, jeśli uparty Yarkon IV nie da za wygraną i nie wycofa się z drugiej tury. Jeśli wygra drugą ture, w co mocno wątpię, to Polacy wejdą w ten złudny wąwóz Morza Czerwonego, który zamknie się nad nimi na długie lata. „Zegarek tę spację,” jak tułmaczą sarmackie przekładarki co po angielsku brzmi: „Watch this space!” w celu obserwacji dalszych znaków, proroctw i reszty plag egipskich.
środa, 21 kwietnia 2010
88.Tłum Płacze w Poszukiwaniu Wspólnoty
Zbiorowy płacz tłumów jest rzekomo nowym zjawiskiem, na który brakuje nam jeszcze odpowiedniego słowa. Co powoduje takie tłumne łkanie i jaki użytek robią z tego spece od manipulowania naszymi emocjami? Publicysta Patrick West zastanawiał się nad tym fenomenem sześć lat temu w pamflecie pt “Wyraziście Widoczne Współczucie” (Conspicuos Compassion). .Podaję tutaj skróconą wersję recenzji w tułmaczeniu robota „Publiczne okazywanie współczucia - gdzie mamy 'Wyślij kwiatów do niedawno zmarłym osobistości, płacz w publicznych miejscach nad zgonem zabitych dzieci, noś czerwony nos dla głodującej Afryki"- jest sposobem tworzenia dobrego samopoczucia. "Wystawiamy na pokaz własne ego, informując innych jaka z nas głęboko uczuciowa osoba", mówi West. 'Chodzi o dobre samopoczucie, a nie o robienie dobra.” Inni publicyści oskarżyli autora o promocję tej dawnej brytyjskiej zasady „sztywnej górnej wargi” (stiff upper lip) i ukrywania przed innymi swoich prawdziwych uczuć. West cytuje liczne przykłady takich publicznych „emocji na pokaz” jak przy okazji śmierci księżny Diany, ale także publicznej nagonki i polowania na pedofilów (ostatnio wśród kleru) czy anty-wojennych demonstracji. West twierdzi, że coś się zmieniło w początkach lat 1990, bo np po masakrze 16 osób w Hungerford w 1987, nie było ani masowo składanych kwiatów, ani publicznych łez”. Moment zmiany pojawił się w 1996 po zabiciu 16 dzieci w Dunblane, gdy politycy głównych partii odwiedzili to szkockie miasto ' w celu złożenia ich oosobistych kondolencji'; i w 1997 kiedy Wielka Brytania wpadła w zbiorową histerię po śmierci Diany. W poszukiwaniu okazji do publicznego żalu i lania gorzkich łez, twierdzi West, media znajdują ciągle nowe ofiary i nawet zgon mało znanych ludzi, miernych polityków i trzeciorzędnych aktorów, sportowców i innych jest rozdmuchiwany przez media do narodowej tragedii. Istnieje już coś w rodzaju cynicznej konkurencji między politykami, kto będzie łkał głośniej i z większą przesadą. Tradycja jednominutowej ciszy (Titanic) zmieniła się w 3-(terror 9/11) ,a nawet 5-minut milczenia po morderstwie brytyjskiej uczennicy Milly Dowler. Tradycyjne jednodniowe żałoby publiczne zmieniono na trzy, a nawet tygodniowe okazje. Takie przesadne treny i żale wskazują, że stajemy się bardziej samolubni, a nie bardziej współczujący. Tłumy chcą zwracać na siebie uwagę i stąd to wieszanie pół-flag z kirem, czarnych opasek i demonstrowanie naszej zbiorowej empatii w poszukiwaniu poczucia jakiejś wspólnoty, którą zabił i wciąż zabija nasz materializm, upadek autorytetów i oziębła wirtualność internetu. Jakim społeczństwem staliśmy się, pytał West sześć lat temu, że potrzebujemy horrendalnej masowej śmierci, aby znaleźć więzy wspólnoty? Ano, właśnie.
poniedziałek, 05 kwietnia 2010
87. Austostopem z Londynu do Pragi
Obie moje wnuczki odziedziczyły po swych rodzicach i po dziadkach zamiłowanie do podróżowania po świecie. Moje podróże ograniczyły się, niestety, tylko do wielorazowego odwiedzania ośmiu krajów europejskich. Natomiast obie wnuczki (jedna po studiach, druga studiująca) zdążyły już zwiedzić w grupie rówieśników nie tylko
sobota, 03 kwietnia 2010
86. Kosy i Liza Gwiżdżą w Naszym Ogrodzie
Dziś, po raz pierwszy w tym roku, usłyszałem kosa, pogwizdującego próbnie w naszych blokowych ogrodach. Gwizdanie to sygnał wiosny, która też gwiżdże niecierpliwie, stojąc na mokrym i zimnym progu, dopóki to wredne “globalne ocieplenie” nie wyniesie się w kraje Inuitów. Oni lubią śnieg, my tylko w sezonie. A sezon minął i teraz czas na powrót wiosny. Samiec gwiżdże wieczorową porą , jak dziś właśnie, aby dać rywalom znać, że w zasięgu jego gwizdania żaden inny samiec nie ma praw właściciela i będzie bezwzględnie ścigany i przepędzony na cztery wiatry aż hen! do Kosowa. Nie wiem czy nasze ludzkie gwizdanie to też jakaś starodawna pamięć terytorialnych praw, ale to całkiem możliwe i niewykluczone. Stałem w oknie i zagwizdałem niewidocznemu kosowi moją melodię. Słuchał prze chwilę, a potem próbował mnie naśladować, ale mu nie wyszło. Co nie znaczy, że odleci emigracyjnie do ogrodu sąsiadów. On raczej gwiżdże sobie na moje gwizdanie, bo on ma inną melodię. Ja, oczywiście, gwizdałem arię Stefana ze Strasznego Dworu – mój terytorialny gwizd. Liza Minelli wygłupia się tutaj po swojemu i wrzaskliwie, ale to dla Waszego entertejnu. W polskiej gwarze “gwizdnąć” znaczy “kraść” – jak mówi przysłowie: "nie gwiżdż koło domu, bo nagwiżdżesz komu". Czy Wesołego Alleluja da się gwizdnąć?
piątek, 02 kwietnia 2010
85. Alleluja Ze Starego Zakątka Klechdowego
Jak to dobrze mieć w zapasie takie nieco postrzępione karty stareńkich Klechd, gdzie mogę złożyć serdeczne życzenia wielkanocne moim PT wiernym Czytelniczkom i Czytelnikom z dawnych lat, którzy tutaj jeszcze zaglądają. Mój “Walenty”(to taki polski Abulafi Antrima a la Umberta Eco) padł miesiąc temu i musiał mieć przeszczep twardziela. W tej operacji zginęło wiele moich stron, plików, adresów itp , bo mój rzekomo niezawodny gadżet który powinien był zrobić “backup” wszystkiego, przegapił wiele ważnych bakapów. Rezultat: antrim w bezludnej pustyni bezadresowej. Okazje takie jak Wielkanoc i Boże Narodzenie to szansa powiadomienia przyjaznych dusz, wirtualnych i rzeczywistych, że wciąż plączę się po tym padole przebiśniegów, krokusów i wierzbowych kotków i dlatego mogę przesłać moje 2010 Alleluja i bawcie się jak najlepiej podczas tych kilku dni świątecznych. Tutaj, w moim Londynie, wieją lodowate wichry z Syberii, pada deszcz, huczą jakieś zgubione, pomylone grzmoty i wiosna ulotniła się chwilowo. Cieszy mnie tylko to, że Anglicy nie mają tutaj zwyczaju polewania ludzi zimną wodą w wielkanocny poniedziałek. Prawdę mówiąc, kobiałka ze "święconym" też jest im obca, jak i składanie sobie życzeń jakiem na twardo albo chodzenie na "groby" w Wielki Piątek, który zwą Good Friday (ale good nie znaczy dobry w tym wypadku). Innymi słowy, dla mnie Wielkanoc to tylko nostalgiczne wspomnienia dawnych lat. Jeszcze raz Wesołego Alleluja i do zobaczenia w Klechdach przy innej okazji
środa, 06 stycznia 2010
84. Trzech Magów Dzień w Roku Magii Liczb
To na pewno będzie jakis magiczny Rok, bowiem 2010 to zlepek kolejnych ośmiu liczb pierwszych (2,3,5,7,11.13.17,19) ukrytych w liczbie pierwszej 67, która jest sumą ostatnich pięciu liczb. Co to wszystko znaczy, pytacie marszcząc z wysiłkiem czółka? Gdybym nawet wiedział, to też bym nie zdradził takiej zakodowanej tajemnicy. Dlaczego? Głównie dlatego że taki kabalistyczno-numerologiczny Klucz jest w posiadaniu każdej ludzkiej istoty i każdy będzie szukał swojej własnej furtki, do której będzie ten kluczyk lbo wytrych pasował. Co się kryje za tą Furtką Roku Liczb Pierwszych dowiedzą się ci, którzy ją znajdą i otworzą. Szukajcie, a gdy znajdziecie, to powiedzcie nam, magowie płci obojga, co to było. Pomyślnych, fascynujących poszukiwań. PS. „Szlonzaczki” zaśpiewają wam o mędrcach świata.
czwartek, 31 grudnia 2009
83. Niebieski Księżyc Na Sylwestrową Noc
Gdy dwie pełnie księżyca pokażą się na niebie w tym samym miesięcu, tę drugą Anglicy nazywają „blue moon” (niebieski księżyc). Ponieważ takie coś zdarza się dość rzadko (co dwa i pół roku), więc weszło do angielskiego takie idiomatyczne powiedzonko „once in a blue moon” (raz na jeden niebieski księżyc) czyli dość rzadko. Dziś wieczorem zaświeci taki właśnie Blue Moon, drugi w tym miesiącu, ale ponieważ pojawia się w ostatnim dniu starego roku, więc jest podwójnie niebieski, bo to zdarza się tylko raz na dziewiętnaście lat. No, i możecie dodać do jego niezwykłości także to, że będzie częściowo zaćmiony! Pełnia w znaku Raka ma wiele astrologicznych znaczeń, ale nie będę tym zajmował, bo to nie moja specjalizacja. Wszystkim czytającym i zerkającym na Klechdy przesyłam moc serdecznych życzeń na Nowy Rok. Oby był dla Was w kolorach tęczy pełen nadziei na przyszłość. Ella Fitzgerald śpiewa wam o tym niebieskim księżycu. Posłuchajcie.
środa, 30 grudnia 2009
82. Wieloznaczny Wróg Robota-Tłumacza
Robot-tłumacz pada na twarz, gdy potknie się o słowo, które ma kilka róznych znaczeń. Artykuł pt „Women bishops: what is the row about?” brzmi w guglowej wersji:”Kobiety biskupami: co to jest wiersz o?” Słowo „row”(wym. rou) to rząd (w rzędzie), szereg, wąska ulica, wiosłowanie, a przy wym. „rau” to awantura, sprzeczka,kłótnia. „Wiersz” zamiast „awantura” to oczywiście wiosłowanie pod prąd w złym kierunku a to „o- about” na końcu zdania powinno być przed „what”, ale reguły angielskiej gramatyki lubują się w takich anomaliach. „Kobiety biskupami: o co jest kłótnia?” jest mniej więcej poprawnym tłumaczeniem, chociaż możemy wiosłować (we can row) po mętnych wodach tytułów kobiet w zawodach zdominowanych genderowo przez mężczyzn. Ksiądz-księżyca, biskup- biskupka,wielebny (reverend)-uwielbiana (revered) itp. W drugim zdaniu: „The issue of women bishops in the Church of Enland has been a contentious one” „Problem kobiet biskupów w Kościele Anglii został spornych jeden.” Całe zdanie jest niezdarne, ale trudne do przetłumaczenia. „W kościele anglikańskim kwestia kobiet-biskupów jest kontrowersyjnym przedmiotem dyskusji od dłuższego czasu.” Inne perełki przekładu: „Kibice kobiet biskupi twierdzą...” (The supporters of women bishops claim...”). “kiedy Synod Generalny głosowali, aby umożliwić kobietom święceń, około 500 duchownych w lewo i udał się do Kościoła katolickiego.” ( w lewo = „left” tzn opuścili i przeszli do katolików –razem z żonami, co było nielada problemem dla starych kawalerów). Kobiety w oburzeniu mówią: „Albo kapłańskie nas, czy nie ochrzcić nas" – Either ordain us (wyświęćcie nas na biskupki) or don't baptise us"”. I to tyle na ten raz angielskim języku o!.
wtorek, 29 grudnia 2009
81. Duet Joan Baez i Bob Dylan
Ile jeszcze dni będzie trwał ten zły Rok Ile jeszcze dni będzie trwał? Ile jeszcze dni będzie trwał mróz i śnieg Ile jeszcze dni będą trwać? Odpowiedź, jak wiesz, to halny wieje wiatr Odpowiedź, to halny wieje wiatr . A tutaj coś bliskie mojej fantazji rodzinnej - śpiewa Joan Baez The Green Green Grass of my Home Zieleniście Zielona Trawa Mego Domu Na pożegnanie Starego Roku. :-)
czwartek, 24 grudnia 2009
80. Merry Yuletide czyli Wesołych Świąt
Stary nordycki zwyczaj święcenia powrotu słońca zwał się dawno temu „jol” (pra-ang. geola), ale był oczywiście wypartyprzez misjonarzy, którzy wmówili nawróconym poganom, że to się nazywa „Christmas”. W osiedlach duńskich Yule tide, utrzymał się przez długi czas i stał się modny wśród pisarzy XIX wieku jako symbol „Merrie England” (Wesołej Anglii). Dziś jest używany głównie w Szkocji, ale żartobliwie może ujść w tłoku na kartach świątecznych w Anglii. Osobiście wolę życzyć Wam Merry Yuletide do dźwięków starej kolendy angielskiej „We wish you a merry Yuletide and a Happy New Year”. A dla rozrywki i relaksu, jeden przykład dziwnej angielszczyzny, w której same samogłoski i spółgłoski mogą wyrazić całe zdania. Jak np „I-C-A B” „I C 1 2” „U 2?” Przetłumaczcie to na ludzki język. Zdrowych, Spokojnych i Relaksujących Świąt dla wszystkich, którzy tutaj zaglądają. Z lampy w sittingroom wisi Jemioła/Mistletoe. Kto stanie pod nią daje prawo do całowania. Panie będą mile widziane J
piątek, 18 grudnia 2009
79.Problemy z Wymową Szronu na Murawie
Anglicy potrafią jakoś rozdzielić w wymowie dwa bardzo podobne słowa: hoar i whore. Ja wolę unikać rozmów na obydwa tematy, bo gdy mówię: „dziś rano ujrzałem szron na trawniku” ( This morning I saw hoar frost on the lawn”), Anglicy wybuchają śmiechem i pytają: „a whore came for a loan?” („qrwa przyszła po pożyczkę?”) Ech, ta polska wymowa, której nie potrafiłem pozbyć się po wiekach pobytu na Wyspie Wieloznaczników. Hoar-whore, lawn-loan. Pierwotne znaczenie anglosaskiego przymiotnika „hoar” było „siwy, przyprószony siwizną, sędziwy, czcigodny”,a że szron na trawie wygląda jak przedwczesna siwizna, więc ten synonim zadomowił się na dobre jako rzeczownik. „Hoary” w botanice znaczy roślina pokryta srebrzystym włoskiem, a hoary head to nie chora głowa, tylko siwy łeb. Korzeniem tego słowa jest pra-indoeuropejskie *koi- błyszczyć, pra-germ. *khairaz. Angielski “hoar” i niemiecki “Herr” mają to samo pochodzenie etymologiczne. Czy Herr Guenther Grass to Pan Szron na Trawie? :-) Dziś rano trawniki w ogrodzie były pokryte siwizną, co brzmi bardziej poetycko niż szron albo nawet szadź, jeszcze jeden „hoary” synonim. Gdy ktoś opowiada jakiś stary dowcip, taki z długą brodą, to Anglik może go określić jako „hoary old joke”. W pewnym sensie „Klechdy” tez można określić jako „hoary old stories” (starodawne opowieści pokryte szronem czasu) To samo da się powiedzieć o ich autorze. Angielski jest piękny w swych dziwactwach. Chory, qrwa, ale srebrzyście błyskotliwy na murawie słów. |