polszczyzna,poezja,komentarze z Anglii,opowiastki,bajki polityczne i łamańce wielojęzykowe

poniedziałek, 05 listopada 2012
Jak Długo, Katylino..?
Te słowa Cycerona, konsula Rzymu, są cytowane do dzisiejszego dnia. Wygłosił je w Senacie, w dniu 8 listopada 63r p.n.e, a teraz są tak aktualne w Polsce, jak byly 2,075 lat temu w Rzymie.Katylina był ambitnym senatorem, warchołem, który spiskował z grupą zadłużonych bogaczy, żądnych władzy i bogactw weteranów i huliganów-nierobów, aby obalić republikę zamachem stanu. Słynne przemówienie Cycerona zaczęło się od tego zdania:" Quousque tandem abutere, Catilina, patientia nostra? Jako naród, Polacy nauczyli się cierpliwości, czekając i marząc przez długie lata niewoli i narzuconych przez obce państwa rządów, o powrocie do wolności, demokracji i spokojnego życia. Polska euforia po zrzuceniu więzów nigdy nie trwa długo. Warcholstwo prawicowych endeków nadużyło cierpliwość zmęczonego oswobodziciela Polski , "Dziadka" Piłsudskiego, mimo że jego zamach stanu nie był idealnym wyjściem z trudnej sytuacji. Wkrótce po upadku PRLu zaczęło się spiskowanie bliźniaków, którzy wnieśli do Polski rzymskie echa Remusa i Romulusa. Tragiczna śmierć jednego bliźniaka wyzwoliła w drugim kompleks Katyliny z tą różnicą, że Jarosław Kaczyński zakamuflował swoją własną spiskową żądzę dojścia do władzy za wszelką cenę, jako spisek obecnego rządu, który- według jego ostatnich fantazji – miał na celu zamordowanie bliźniaka-prezydenta w katastrofie smoleńskiej. Każdy naród jest w pewnym sensie zbiorowym Człowiekiem. Stąd nasza legenda o Lechu, który jest mitycznym Ojcem Lechitów-Polaków. Dzisiejszy naród Lecha śni na jawie. Jego sny są pełne ponurych fantazji, ekshumacji trupów, sekciarskich wybryków i pseudo-religijnych rytuałów; jego racjonalna jawa wie o tych sennych zaburzeniach śpiących Polaków, ale nie wie jak sobie z tym poradzić. Niestety, tym, którzy nie chcą uczestniczyć w koszmarnych wizjach polskiego Katyliny, brakuje Cycerona, mistrza oracji, który potrafiłby skonfrontować Kacztylinę i krzyknąć: "Jak długo, Katylino, będziesz nadużywał naszej cierpliwości? Do jakich granic miotać się będzie twoje nieokiełzane zuchwalstwo? Nie rozumiesz, że już ujawnione są twoje plany?" O, Cyceronie, gdzie ty?
niedziela, 30 września 2012
114. Ostatni Dzień 9go Miesiąca - Koniec Ciąży
Nasza męska ciąża to echo sprzed miliardów lat, gdy potulna Ewa siedziała w nas jako żebro, a my, Adam Pierwotny, musieliśmy rodzić pokolenia sennych marzeń. Tak się nazywały nasze dzieci w Raju: śniątka. Wczorajszej nocy, pełnia księżyca w znaku Barana, przyniosła mi dziwny sen o pięciu chińskich mędrcach. Piąty miał tytuł Mandaryna i nosil szatę ze stojącym kołnierzem, na którzm były wyszyte trzy gwiazdy. Chińczycy uczyli mnie jak można wydobyć z siebie eterycznego człowieczka, który będzie spełniał wszystkie moje rozkazy. Niestety, ich lekcje i zaklęcia były przekazywane chińskim alfabetem i słowami, które rozumiałem we śnie, ale po obudzeniu ani w ząb. Gdybym pamiętał te chińskie abrakadabry, to mógłbym wstukać je w googla-tłumacza i miałbym własne śniątko jako pomocnika w zwalczaniu codziennych utrapień jawy. Szukam jakichś wieści o Chinach na webie i znajduję intrygujący tytuł: "Co w Rzeszowie najbardziej denerwuję Chinkę Han Jiang".("Nowiny24) Niestety, treść jest zablokowana, bo płatna w złotych, a ja mam tylko funty i peny. Płatny internet przestaje być interesujący. Nie ma takich artykułów "online", które warte są płacenia za czytanie.Wyjątkiem są mojej blogi - chwilowo wciąż bezpłatne, ale... Gospodarcze sukcesy Państwa Środka są dziś zagrożone kolosalnym zadłużeniem Stanów i europejskim bałaganem finansowym. Może dlatego śnią mi chińscy mędrcy, abym skierował moje reflektory na Beijing, bo tam jest Bo Xilai scandal, który wstrząsnął władzami Partii. No, cóż- każdy kraj ma dziś swoje skandale, nawet Watykan. Może to jest jakiś atak śniątek na skorumpowane władze świata? Kto wie..Shuí zhīdào?:-)
poniedziałek, 10 września 2012
113. Riksza Zamiast Samochodów
Miałem niedawno dziwny sen o nieznanym mieście, w którym czekałem na przyjazd moich sióstr i ciotki. Gdy zjawiły się w drzwiach wyjściowych, chciałem sprawdzić ich intuicję i obróciłem się do nich tyłem z nadzieją, że nawet w tej pozycji rozpoznają starego brata i siostrzeńca. Niestety, zawiodłem się. Przeszły obok mnie obojętnie skręcając w ulicę, na której nie było ani samochodów ani furmanek ani przechodni. Szły do nikąd pustą ulicą. Pobiegłem za nimi i nagle ujrzałem przed sobą wygodną rikszę na dwóch kołach. Moja ciotka była najbliżej i właśnie pod nią podstawiłem moją rikszę, na której usiadła z westchnieniem ulgi zmęczonej starszej pani. Jedna z moich sióstr obejrzała się, zobaczyła ciotkę w rikszy i mnie jako rikszowe popychadło, roześmiała się i po chwili wszystkie trzy siostry zaczęły dowcipkować na mój temat. Obudziłem się i pomyślałem, że gdyby nagle nafta przestała płynąć, riksza byłaby najlepszym wozidłem dla wielkiej rzeszy ludzi. W Europie można czasem dostrzec riksze rowerowe, ale w Polsce są chyba dość rzadkie. Riksza pojawiła się najpierw w Japonii i stąd poszła jej nazwa jin-rike-sza co znaczy "człowiek- siła- wózek". Jeśli mój sen był proroczy i samochody znikną z naszych ulic, warto sobie zamówić już teraz elegancką dwukołową rikszę, ozdobnie pomalowaną w kwiaty japońskiej czereśni. Nie mówcie, że was nie ostrzegłem.
wtorek, 31 lipca 2012
112. Tajemnice Liczb
Młody Amerykanin, James Holmes zabił 12 osób i zranił 58. Jeśli zostanie skazany na śmierć (Kolorado ma prawo mordować morderców), będzie 13 ofiarą Aurory, miasta które przybrało maskę Gotham, pola walk Batmana (Człowiek Nietoperz) z jego wrogiem Jokerem (Żartowniś). Liczba 12 ma znaczenie mistyczne: 12 gwiezdnych konstelacji Zodiaku, 12 apostołów. 13 to tajemnicza liczba pierwsza, symbol słońca w Zodiaku i Nauczyciela w grupie 12. 13=5+8, ale 8/5= 1.6, złota proporcja phi, która jest zawarta w każdej spirali, w budowie piramid, roślinach i skorupie ślimaka.. Data urodzin Holmesa w znaku Strzelca też jest pełna ukrytych sygnałów: 13-12-1987. Tutaj można nawet odczytać fatalna datę jego czynu 21- 7 -12 , gdzie 13+8=21, a 7+9=16=7. 16 jest fatalną liczbą karty Tarotu – wieża strzaskana piorunem, nosi także nazwę Dom Boży. Kino w którym odegrała się ta tragedia nazywa się Century Aurora 16 Movie Theater. Ciekawe czego Holmes chciał nieświadomie nauczyć swoich ziomków: (a) amerykańska tradycja Dzikiego Zachodu prawa posiadania palnej broni nie powinna być tolerowana w XXI wieku. (b) Kolorado wciąż trzyma się uporczywie prawa uśmiercania morderców i pani oskarżycielka już oznajmiła, że Holmes zasługuje na egzekucję. To jest prawo Hammurabiego sprzed 5,000 last. Zacofanie w niektórych Stanach USA jest porażające. Holmes nosi nazwisko fikcyjnego Sherlocka Holmes'a, który był mistrzem kamuflażu. Holmes jest prawdopodobnie umysłowo chory (schiizofrenia). Według ostatnich doniesień, Holmes wysłał do swego psychiatry notatnik z dokładnym opisem swego planu zamordowania widzów filmu o Mrocznym Rycerzu. Paczka ta leżała niedostarczona w biurze uniwersytetu. Kismet?
sobota, 16 czerwca 2012
111. Migawki z Euro 2012
Piłka to ładne słowo, które nie ma nic wspólnego z piłą. Polakom z pewnością kojarzy się z pałką, którą należy okładać kibiców zwycięskiej drużyny po meczu. Piłka poturlała się do nas z łacińskiej "pila", którą Rzymianie oswoili z greckiej "pallo- rzucać, skakać". Symbolicznie, piłka jest kulą ziemską, którą lubimy się bawić agresywnie, kopaniem albo rzucaniem w celu pokonania naszych przeciwników. Piłka nożna to tłumaczenie z angielskiego football, przyswojone jako futbol. Gol nie ma nic wspólnego z golizną; przylecial z Angli gdzie się zwie goal (cel), podobnym słowem jest gaol, więzienie, ale wymawia się dżejl. Po polsku, gol nazywał się kiedyś"bramka" (strzelił bramkę), a golkiper to bramkarz. Ładne słowa, ale już straciły popularność, bo najemni piłkarze i kibole wolą gole. Gole strzelają zwykle napastnicy, ale właściwie może strzelać każdy gracz na polu bitwy. Bramkarz też potrafi strzelić własnego gola. W takich wypadkach, jest po meczu zlinczowany przez własną drużynę. W meczach futbolowych tylko bramkarz ma prawo odbijać piłkę rękami, ale musi być we własnym polu karnym. Do strzelania golów używa się nóg, głów i klatek piersiowych. Za dotknięcie piłki ręką stosowanesą okrutne kary. Po strzeleniu gola piłkarz wpada w szał, rzuca się na kolana, wznosi ręce do góry, biega wokół boiska i jest tłamszony i całowany przez swych kumpli. Trener też podskakuje i wybucha histerycznym śmiechem. Zachowanie kibiców zwycięskiej drużyny jest trudne do opisania, bo dużo zależy od ich narodowości. Niektórzy ukraińscy kibice podnoszę prawe ramię po nazistowsku i krzyczą różne wersje "zyg haj!" Polscy kibice wrzeszczą, a gdy bramkarz przeciwników jest inaczej biały, wydają tzw "małpie odgłosy" – uuu,uuu. Po meczu kibice dwóch drużyn walczą między sobą, aby rozładować agresję i frustrację. Słynnym piłkarzem świata był ciemnoskóry Brazylijczyk Pele ("Piłka"-Nascimento) miał na swoim koncie 1281 goli strzelonych w 1367 meczach. W światowej klasie super-piłkarzy jest także"król strzelców", niemiecki piłkarz polskiego pochodzenia (Górnoślązak z Opola), Mirosław Klose. PS. Całych meczów nie oglądam bo na to szkoda czasu. TV BBC podaje krótkie reportaże strzelonych goli i to całkowicie zadawala moje ambicje kibica. PS. Plakaty z hasłem "Feel like at home" są w języku polglisz. Po angielsku to hasło ("Czuj się jak u siebie w domu") po prostu "Feel at Home". Ale żenada! :-(
środa, 16 maja 2012
110. Słowotwórczy neologizm Słowackiego
Dwa dni temu ubolewałem, że nie mamy polskiego odpowiednika na afrykańskiego intruza "zombie". Czytając dziś Listy Słowackiego do jego ukochanej Mamy, ujrzałem ze zdumieniem, że nasz genialny wieszcz stworzył polskie słowo na określeenie zombie'go i nawet zastosował ten epitet do samego siebie. List pisał w 1835r, gdy to słowo jeszcze nie pojawiło w Europie, bo jego pierwsze ślady odnotowano dopiero pod koniec XIX wieku. Słowacki pisze: " Bez tego nieszczęsnego wydarzenia...byłbym wcale do rzeczy człowiekiem, nie lunatykiem, nie pośmiertno-chodzącym.Przebacz mi ,Mamo, to tworzenie wyrazów; są to drożdże, które po napisaniu tragedyji, osiadły w mojej głowie." Pośmiertno-chodzący jest ździebko za długi, ale skrót taki jak "śmiertchód" mógłby jednak zastąpić to voodootwór zombie. Chyba, że ktoś ma lepszy pomysł
niedziela, 13 maja 2012
109. Zaskocz Znajomych...
..i zmień się w zombie! Takie niegramatyczne zachęty pojawiają się masowo na webie, zwłaszcza na stronanch takich jak "ściągi", bo nastolatki mają pociąg do zombienia po utracie mlecznego uzębienia. Jak się odmienia ten rzeczownik z krainy voodoo? Zombie, zombiego, zombiemu, zombim? Ale zmień mnie w zombiego jakoś mi nie pasuje. Może w zombi'ego? Albo po polsku zmień mnie w upiora, chociaż nie każdy upiór to zombi. Poza tym w polszczyźnie jest "nocny upiór" i "dzienny upiór". Ten ostatni to żartobliwy żargon PRLu – pranie w bloku mieszkaniowym. Ale pranie to też dwuznacznik, zwłaszcza w sub-kulturze blokowej: pranie po mordzie to nie to samo co pranie brudów. A publiczne pranie brudów może być naruszeniem dóbr osobistych, podczas gdy bycie zombinem nie jest. Czy często powtarzane, nudne rytuały publiczne nie grożą uczestnikom ewentualnej zmiany w zombiesów ku zaskoczeniu znajomych i nieznajomych? Warto się nad tym zastanowić, porównując kolejne zdjęcia sekty Smoła. Zombie to także komputer nawiedzony prze hakerów i ulegający ich rozkazom. Nieumarlak jest marnym synonimem, bo zombi to umarlak niby-żywy. Stan podobny to zombizmu można czasem dostrzec w niektórych narkomanach oraz w takich ludzkich automatach jak masowy morderca Anders Breivik. To tyle na temat zombizmu w XXI wieku oświecenia. ;-)
niedziela, 06 maja 2012
108. Łumen, Kvina i Pieprzyk-Kreci Szpieg
Uczeni odkryli właśnie, że dwujęzyczni ludzie dają sobie lepiej radę w hałasie wielu głosów. Dlatego dla Wspólnoty Euro, choćby jeden drugi język, jest dziejową koniecznością. Tłumacz-robot pomaga mi ale trzeba wchodzić tam odważnie, aby zdobyć obce słowa do wzbogacania naszej polszczyzny i przekształcaania nas w biegłych poliglotów. Proste zdanie, jak " Moja kobieta uwiodła mnie pieprzykiem na policzku" daje mi wgląd w nazewnictwo takich ważnych pojęć jakimi są kobiety, uwodzenie i pieprzyki. Angielska łumen-woman nasuwa podejrzenie, że to słowo było dawno temu pisane womb-man, bo wymowa też jest łumen. Znaczenie byłoby wtedy człowiek z macicą, którą Grecy nazwają hystera, a stąd bierze się "histeryczka" co też. ściśle mówiąc jest wombman. Niemcy mówią Frau, Holendrzy vrouv co dało nam pożytecznie zabawne przezwisko fru-fru dla fruwającej odmiany kobiet ,a tych jest wiele (gęś, kura, skowronek, słowik, gołębica itp) Skandynawskie kvinna, kvinde przeszło do Anglii jako queen (kuin) czyli królowa, a dla Greków to byla gyne, która spłodziła ginekologów. Uwodzenie dawniej było równoznaczne z porywaniem, separowaniem, wycofaniem z obiegu i stąd bierze się łacińskie "seductio", powtarzane w licznych językach jako sedjus. Z pieprzykiem tłumacz gugla ma wiele problemów, bo w angielskim to jest dwuznacznik: mole – pieprzyk, kret. molo i szpieg. Na domiar złego nasze mole to ich ćma (moth).Modermarka- pieprzyk to w kilku językach "ślad matki", ale to raczej znamię przyrodzone.Jak wygląda pieprzyk na skórze Murzynek i Hindusek?
środa, 25 kwietnia 2012
107. Kiełkujące Kwiatki Euromowy
Wcześniej lub później Wspólnota Europejska będzie musiała ulepic sobie jakąś wspólną mowę, bo angielski ugrzęźnie beznadziejnie w bełkocie 23 oficjalnych języków. Mając pod reką googla z jego wieloma językami, zaczynam wyławiać słowa, które możemy wprowadzać przez tylne drzwi do tej euro Wieży Babel i powoli zachęcać euroludy, aby wlepiali je we własny język. Słowa pokazują swoje ukryte wdzięki, gdy ulepiam z nich takie cudaczne zdania jak np "moje organy zachowały się dziś jak pijana orkiestra strażacka",które wywołały stado wyjących dwuznaczników z chaszczy językowej dżungli. Polacy mają dwa rodzaje organów: jedne siedzą w ciele, drugie w kościele. Dla większość euro-języków organy to autorytety, czasem z dodatkiem "krajowe". Ich organiści grają na autorytetach. Dopiero "narządy" produkują odzew "organy". Na strażaka ludy Euro mają lepsze nazwy niż my, takie jak wiadrogasicz, gasikawka, gasilski i pożarnik. Inne zdanie "grzyby wyglądają jak parasole, bo rosną w mokrych miejscach" , dało mi ciekawe warianty grzybów – ciuperci, svampy, zaś parasol to deszczopomoc albo kiszobnik, ewentualnie paraplujka. Dobranoc, pchły na noc...:-)
poniedziałek, 23 kwietnia 2012
106. Wilcze Doły Językowe
Na ulicach Londynu często widzę napis w pobliżu szkoły dla małych dzieci: CHILDREN DEAD SLOW. Gdy zetknąłem się z tym napisem po raz pierwszy, jako świeżo upieczony uciekinier z Polski ze słabą znajomością angielskiego, zwolniłem kroku z szacunku dla martwych dzieci. Dużo później uświadomiono mnie, że tubylcy mają wiele takich dziwacznych zwrotów mowy, jak "dead slow", które ostrzega kierowców rozpędzonych pojazdów, aby jechali z "martwą powolnością" czyli "pełznij jak ślimak" W angielskim nawet drobna zmiana szyku słów daje nam zupełnie inną treść. "Dead slow children" w tłumaczeniu gugla znaczy "martwe powolne dzieci", natomiast oryginalny tekst wyjaśnia, że tu chodzi o "dzieci żyją wolno". :-o Hmm, wolno-powolno na jedno wychodzi, ale jak z martwego robi się życie, tego nie wiem. Czesi też mają kłopot z tłumaczeniem tego ostrzeżenia, bo im wychodzi albo na "nizky vykon deti" – "niska wydajność dzieci" albo "děti mrtve pomalu" – "dzieci nieżywe pomalutku". W taki to sposób widoczna troska o bezpieczeństwo dziatek ginie w makabrze tłumaczeń.
105. Stare Definicje w Nowej Szacie -2
BOCIAN: długonoga, długoszyjna i długodzioba ptasia reinkarnacja seksuologa, który ubrdał sobie, że ludzie budują mu gniazda na dachu jako zapłatę za transport noworodków. ŻABA: przebieraniec z rodziny płazów, który w dziobie bociana udaje ludzkie niemowlę, zmuszając ptaka do wrzucenia go przez komin do chałupy, skąd wraca do stawu i rechocze w złośliwym ubawie. KOMIN: czarna dziura, z której często wyskakują żaby, udające noworodków.
wtorek, 17 kwietnia 2012
104. Stare Definicje w Nowej Szacie
JAWA: irrytująca przerwa na reklamowanie codzienności w popularnym seriale snów.
czwartek, 12 stycznia 2012
103. Lakoniczne Ciekawostki o Niczym
*Na początku był Blip. W astronomii to Big Bang- Wielki Hałas o nic. Oczywiście, 165 znaków kosmicznych to może być w praktyce 165 milionów galaktyk, nie licząc czarnych dziur. * Dończycy mają dziwne wyobrażenie o Polakach. Ich powiedzonko "at leve på Polsk" znaczy "żyć na kocią łapę" albo dosłownie "żyć po polsku". Co kocie łapy mają wspólnego z bezślubnym współżyciem tego nie wiem. * Prasa polska doniosła niedawno, że szkoła podstawowa w Piekle została zamknięta. Najwyższy czas! Ta płomienna wieś lepy w pow. stumskim na Żuławach. W powiecie gryfickim jest wieś, której polityczna prawica unika jak diabeł święconej wody, Ta wieś nazywa sie Wlewo. Natomiast politycy garną się jak muchy do miodu do wsi Tumidaj i dlatego jest ich aż dwie w woj. łódzkim. * Język węgierski ma liczne polskie słowa, zmienione lekko tak, aby Madziary mogli je wymówić. Młotek po węgiersku to kalapacs (klepacz), szomszed to sąsiad, praca to u nich munka (męka), pecsenye to pieczeń, a kolacja t oczywiście vacsora (wieczerza). Pamiętajcie, że dziś jest szerda -środa , a jutro csütörtök, czwartek.
wtorek, 03 stycznia 2012
102. Do Siego! w Oczekiwaniu na Skok Smoka
Najwyższy czas na składanie nieco opóźnionych życzeń Do Siegp Roku. Dziś Wielka Brytania jest atakowana przez okrutne wichury z deszczem i śniegiem (ten ostatni tylko w Szkocji). Ten skaczący baran i kurza stopa, którymi Polacy mierzą czas od Nowego Roku, zmieni się za 20 dni w skok chińskiego Smoka Wody. Dla nas takie smoki to stara historia i mamy dla nich ich ulubioną potrawę – dziewicze Krakowianki. Gdy ich zabraknie, a już krąża pogłoski, że jest ich tyle co kot napłakał, to mamy dla wawelskiego smoka środek uspakajający w postaci jagniątka nadziewanego siarką. Spragniony smok jest jak spragniony Polak: pije co mu naleją. a że Wisła blisko...Trzymajmy kciuki. Chiński Smok ma także dobrą stronę i w tej postaci niszczy takie przeżytki jakimi są chciwi i samolubni bogacze, agresywni dyktatorzy i resztę ludzkich odmieńców, którzy nie potrafią się zmieniać, bo są pogrążeni w letargu samozadowolenia. Smok pożre ich w następnych 12 miesiącach, a jeśli nie da rady, to czeka nas powrót do polowania na dinozaury. i mieszkania w ciemnych jaskiniach bez internetu. I na tej pogodnej nucie kończę mój łabędzi śpiew na powitanie 2012. :-)
poniedziałek, 26 grudnia 2011
101. Dzień św Stefana i Pudełek bez Boksu
Moje pierwsze Boże Narodzenie w Anglii było pełne niespodzianek. Tutaj nikt nigdy nie słyszał o naszych wigilijnych rytuałach. Zamiast św Mikołaja pojawił się jakiś Father Christmas (Tatuś Bożenarodzenie) , który w noc wigilijną wkładał prezenty dla dzieci w dużą Pończochę zawieszoną przy ich łóżku. Prezenty spod choinki były wręczane dopiero w pierwszy dzień świąt. Głównym zarciem był obiad z rytualnym indykiem, którego rozmiar gwarantował codzienne spożywanie tego jadła aż do Sylwestra. Drugi dzień świąt był zagadkowo dla emigranta z Polski zwany Dniem Boksu – Boxing Day. Dopiero gdy moja angielszczyzna polepszyła się nieco, wytłumaczono mi, że od średniowiecza w ten dzień służba i biedni ludzie otrzymywali od pracodawców i bogaczy pudełka (box – pudełko) z prezentami. "Jeszcze inna etymologia tego słowa wiąże się ze średniowiecznym zwyczajem, kiedy to w tym dniu łapano strzyżyk, "króla wszystkich ptaków", wkładano go do pudełka i obnoszono po wszystkich domach we wsi, co miało przynieść szczęśliwy rok i dobre plony." W praktyce powojennej, gdy służba domowa przetrwała tylko w domach bogaczy, jej miejsce zajęli dozorcy, mleczarze, listonosze, kolędnicy i orkiestry Armii Zbawienia. Dziś nikt nikomu nie daje pudełek w ten dzień, bo wszyscy czekają na szał wyprzedaży po-świątecznych. W popularnej kolędzie angielskiej czeski król Wacław brodzi przez zaspy śnieżne z nieszczęsnym paziem aby nakarmić głodnego kmiecia. W tłumaczeniu gugla:" Dobry święty Wacław król ujrzał przez okno, w dzień św Stefana, kiedy śnieg leżał dokoła głęboko, chrupko i równo, a księżyc świecił jasno i mróz był okrutny, biednego kmiecia zbierającego opał na zimę." Paź króla uświadamia go, że ten chłop mieszka o wiorstę od pałacu, w lesie, przy fontannie św Agnieszki.Król Wacław wydaje rozkaz do pazia "przynieś mi ciało (mięso) przynieś wino i kłody drzewa, bo zaniesiemy to do tego nędzarza na obiad"- Paź i król brną przez zaspy w trzaskający mróz, paź objuczony pudłami darów ledwie dyszy, ale nieubłagany Wacław każe mu iść po swoich śladach i paź od razu czuje cudowne ciepło świętego Czecha.".Morał kolendy "Bogacze bądźcie miłosierni dla biedaków, bo wtedy będziecie mieli podwójne zyski" Pięknych niespodzianek bez boksowania życzy Wam imiennik św Stefana (Szczepana?) w Dzień Świątecznych Pudeł. :-)
sobota, 24 grudnia 2011
100. Zwiastuny Zmian nad Wigilijną Anglią
W Klechdach jest nie tylko jedno krzesło dla niespodzianych gości, ale dwanaście krzeseł (bo ja lubię być trzynastym z powodów numerologicznych) Proszę usiąść sobie wygodnie, bo oznajmiam że dziś jest Dzień Zimowego Przesilenia (najdłuższa noc, najkrótszy dzień), który zbiegł się z księżycem w nowiu ,no i oczywiśscie Wigilią i tym wszystkim co ten wieczór znaczy dla Was, a mianowicie, opłatki, życzenia, choinka, śledź, barszcz z usszkami, karp, kutia, susz, bakalie i św Mikołaj (poprzednio Dziadek Mróz) z prezentami, na których nie ma ani śladu sadzy z komina. Napisałem "dla Was", bo w mojej angielskiej pustelni, wigilia jako ten rytuał nie istnieje. Ucztowanie jest na jutro – wędzony łosoś, pieczony indyk z pysznym nadzieniem, owoce i prezenty pod choinką, a dla dzieci w pończosze wiszacej nad ranem przy łózku. Anglia ma dla Was specjalny prezent w postaci niezwykłych chmur nad hrabstwem Jork. Zwiastuny zmian czy masowy najazd ufoludków? Kto wie...

http://www.bbc.co.uk/news/uk-england-leeds-16302606

Spokojnych i zdrowych Świąt i Do SiegoRoku 2012, który w Chinach jest rokiem Smoka. Cmok!

PS. niestety, nie mam pojęcia jak wsatwić ten link aby można było nań kliknąć. Blox zawsze oducza mnie normalnych postępować blogowych,b o ich program to jakaś naarodowa wersja chyba. 

środa, 21 grudnia 2011
99. Powrót Pijawek i Cyrulików?
Nie chce mi się czasem wierzyć w to, co wyczytuję we wszechwiedzących wikipediach. Dla pewności porównuję teksty w tych językach, które znam lub potrafię odczytać. Niestety, jednym z wielu problemów wikipedii jest to, że piszący mają swoje fachowe, kulturowe i osobiste uprzedzenia. Celnym przykładem jest tutaj sprawa wympirycznych krwiopijców znanych w medycynie od zarania cywilizacji jako pijawki, po angielsku "leech". W 18-19 wieku, "leech" był popularnym synonimem "lekarza", który często-gęsto kazał pacjenta pokryć od stóp do głów tymi oślizgłymi, czarnymi ohydami. Popyt na Hirudo officinalis (naukowa nazwa pijawki) był tak ogromny, że pijawki były przez jakiś czas zagrożone wymarciem. Stosowanie pijawek było polecane przez doktorów, ale zabieg był zwykle wykonywany przez fryzjerów-cyrulików, a także przez znachorów i kuglarzy. Nic dziwnego, że chociaż to krwawienie pacjenta dawało czasem pożądane rezultaty, dużo częściej ofiary pijawek umierały, zwłaszcza gdy upuszczanie krwi w dużych ilościach było w ich schorzeniach równoznaczne z uśmiercaniem przez ignorancję. W mojej młodości słyszałem często o stosowaniu pijawek, bo przedwojenna medycyna w Polsce nie zawsze dotrzymywała kroku zachodnim postępom w leczeniu, zwlaszcza tam gdzie zabobony, średniowieczne znachorstwo i bieda były główną przeszkodą do wprowadzania najnowszych metod leczenia. Pozbawione ludzkiej krwi jako pożywienia przez ostatnie stulecie, pijawki stały się nagle ponownie popularne kilka lat temu, gdy naukowcy odkryli że hirudyna wydzielana z gruczołów ślinowych zwalcza tworzenie się skrzepów po operacjach, oparzeniach, ranach, a także działa w kilkunastu schorzeniach. Sterylne krwiopijce w słoikach pojawią się pewnie lada moment na półkach aptek, a nawet supermarketów i będziecie wszycy mogli się odkrwawiać w towarzyskich przychodniach hirudoterapii. Mnie tam nie będzie, bo robię awantury ilekroć doktór próbuje ukraść moją krew i pozbawiać mnie tych czerwonych ciałek, dzięki którym wyglądam na żywego człowieka, a nie na dziennegoupiora. :-)
wtorek, 20 grudnia 2011
98. Powrót Marnotrawnego Gęślarza
Mam do tego bloga nostalgiczny sentyment, bo tutaj pisałem cierpliwie od 2005 roku, czekając na odzew moich wiernych Zakładek czy może zakładniczek, które uwięziłem w słowach. Żałuję z łezką w oku, że straciłem kontakt z wieloma przemiłymi komentującymi osobami, ale to wina wirusów i innych biesów, a także trudne ostatnie lata w moim prywatnym żywocie. Moja żona zmarła pięć miesięcy temu, po pięcioletniej walce z komplikacjami po urazie mózgu. Pielęgnowałem ją w domu z pomocą międzynarodowego batalionu przychodnich pielęgniarek i opiekunek. Bez nich nie dałbym sobie rady, ale odesłanie kochanej osoby do szpitala czy domu opieki to byłaby dla mnie przegrana bitwa ze sobą samym. Po jej cichym odejściu wykiełkowało wiele innych problemów, ale mimo moich 91 lat jakoś daję sobie radę. Uratował mnie w pewnym sensie powrót do pisania tygodniowych felietonów w londyńskim Dzienniku Polskim, gdzie debiutowałem po ucieczce z Polski, w 1947r. Te felietony pozwalają mi mieć zywy kontakt z polszczyzną co dla brytyjskiego dziennikarza jest jak zastrzyk dopalaczy. Felietony ukazują się pod nagłówkiem Gęsim Piórem w piątkowym weekendowym wydaniu Dziennika i cieszą się nieco większą popularnością niż moje blogi. Nadchodzący okres świąteczny i noworoczny był moim głównym bodźcem do tej wizyty. Przesilenie dnia z nocą i powrót Słońca w dzień wigilijny to piękna okazja. Wszystkim dawnym i nowym Czytelnikom Klechd składam serdeczne życzenia zdrowych, spokojnych Šwiąt Bożego Narodzenia i Do Siego Roku, który od końca stycznia będzie Rokiem Wodnego Smoka. Smok kojarzy mi się z Wawelem. A Wam? :-)
środa, 20 lipca 2011
97: Pieszczotliwa Polszczyzna: Wnętrze Ucha
Ku mojemu zdumieniu, dowiedziałem się, że moje uszy zamieszkują dwa identyczne ślimaki, których twarda skorupeczka jest w kształcie spiralek. Anglicy nazywają te moje ślimaki cochlea, a to jest rzymski ślimak, skradziony od Greków, dla których ślimak i śruba były jednoznacznymi pojęciami. Skorupa ślimaka to nieruchoma śruba, a śruba to prawzór ślimaczego domu. Włosi zmienili cochlea w cudownego językowego łamańca – chiocciola. Tylko oni potrafią to słowo wymówić. Najbardziej zafascynowały mnie w polskim nazewnictwie anatomii moich uszów pieszczotliwe zdrobnienia ich składników, bo nie spotkałem się z takim dziecięcym słownictwem w żadnym innym języku. Posłuchajcie, bo może nigdy nie przyszło wam do ucha, że macie w nim bębenek, kosteczki słuchowe, którymi są: młoteczek, kowadełko, strzemiączko i trąbka słuchowa. W przewodniku ślimakowym jest płynek, który nazywa się śródchłonką, a także maleńkie włoski, które noszą nazwę rzęsek. W uchu mam także schodki przedsionka i schodki bębenka, które są wypełnione przychłonką. Na pierwszy rzut oka wygląda że mam tylko dwa „ucha”, ale to tylko pozory bo faktycznie mam ich sześć – po trzy na sztukę: zewnetrzną małżowinkę, środkowe uszko z bębenkiem i to najbardziej tajemnicze, wewnętrzne. Tam jest właśnie ten ślimak zagubiony w labirynciku zwanym błędnikiem. Są tam także okienka, błonki i piosenki i muzyczka, bo bez nich mój świat byłby głuchy jak pień. I to tyle o moich fantastycznych słuchach wraz z ich zabawkami. Dobranoc szepcikiem na uszko.
96. Swojska Polszczyzna: Sadło Komarowe
" czybyście wy, Mikołaju, nie pozwolili na założenie w kołodziejni maleńkiej apteczki? Toć na wypadek potrzeby, swojczanie nie mają pod ręką najprostszych środków: olejku, gorczycy, rumianku, kwiatu bzowego, szarpi, bandażów, baniek itd. — Myśl twoja jest dobra! ale żeby ludzie korzystali z apteczki, trzeba w niej lekarstwa poprzezywać: sadło komarowe, bocianie, maść miłego męża, woda od siedmiu boleści.... A.Dygasiński: W Swojczy
poniedziałek, 18 lipca 2011
95. Niecodzienna Polszczyzna: Prątniczki
To słowo jest dobrze znane każdemu, kto się zawodowo babrze w terminologii botanicznej. Moja wiedzą o roślinach jest obmurowana doniczkami, w których kwitną boginie i cyklameny, kaktusy i zebriny. "Boginie" to nazwa wymyślona przez signe dla begonii, bardziej swojska i wyjątkowo trafna, bo te piękne rośliny wzbudzają religijny zachwyt wśród ich wielbicieli. Gdy moje oczy po raz pierwszy spotkały się z prątniczkami, wydawało mi się, że to literówka "prząśniczki", tej z dobrze znanej i często śpiewanej piosenki Moniuszki: "u prząśniczki siedzą jak anioł dzieweczki, przędą sobie, przędą cieniutkie niteczki..." W mojej wyobraźni ta prząśniczka to była taka starsza kobieta, która uczyła młode aniołki jak wić nić. Nic podobnego. "Prząśniczka" albo ściślej "prząśnica" to część kołowrotka w formie wąskiej deski, do której przywiązane jest przędziwo. Prządki wiją niedoprzęd w przędzę. W naszej epoce każdy internauta to prządka, siedząca u prząśnicy zwanej webem czyli sieciowym niedoprzędem, który przerabiamy na kolorowe nonsensy w kształcie blogów, tłyterów i fejsbuków. Moje wrzeciono pokręciło się w kierunku "prątniczki"i po cienkiej nitce wikipedii dotarłem wreszcie do kłębka czyli definicji tego tajemniczego słowa. Podam najpierw czeską definicję, która zawiera kusząco polsko-podobne słowa: "Patyčinka je zakrněla tyčinka, ktera ztratila schopnost vytvaret pyl." W moim tułmaczeniu "Skarłowaciały tyci pręcik, który stracił pochopność do wytwarzania pyłku", a w naukowej terminologii "płonne pręciki które nie mają pylników i nie wytwarzają pyłku." W niektórych kwiatach (piwonia, powojnik) znalazły sobie jednak coś na nudę i udając płatki "pełnią rolę powabni dla owadów". Co za wspaniała nazwa "powabnia". Ach i och, gdybym mógł się upodobnić do tycinki i udając kwitnące blogi, przerobić Klechdy na Powabnię... Płonne nadzieje, próżny trud, bezsilne złorzeczenia itede itede
niedziela, 17 lipca 2011
94. Polszczyzna Niespotykana Na Codzień: Szlara
Internet otworzył – przynajmniej dla mnie – Sezam językowych skarbów. Ciągle znajduję na webie, w tej niezrównanej encyklopedii jaką jest wikipedia i na licznych blogach, polskie słowa, o których nie miałem zielonego pojęcia, a które zachwycają mnie swoją egzotycznością lub pomysłowością nazewnictwa. Jest ich mnóstwo w każdej dziedzinie wiedzy, zwłaszcza w botanice, ornitologii i wielu innych naukowo-swojskich terminologiach. Postaram się umieszczać tutaj od czasu do czasu takie zdobycze z moich podróży po webie z siatką na łapanie barwnych okazów polszczyzny i innych języków. Na przekąskę podam "szlarę", słowo pożyczone z niemieckiej nazwy sowy płomykówki – Schleiereule, co znaczy sowa zawoalowana albo zakwefiona. Szlara to "talerzowato ułożone pióra wokół dzioba i oczu u sów oraz niektórych przedstawicieli z rzędu szponiastych. Pióra te są krótsze i sztywniejsze od reszty upierzenia głowy ptaka, a często także jaśniejsze. Szlara służy do skupiania (zbierania) fal akustycznych w celach nawigacyjnych. Ptaki te bowiem, wbrew powszechnemu mniemaniu, nie są nocnymi superwzrokowcami,lecz myśliwymi-słuchowcami i są aktywne w nocy, niezależnie od stopnia zachmurzenia nieba, czy też obecności księżyca." Dużo obecnie słyszymy o podsłuchach, pingowaniu (też nowe słowo)i ybieraniu "fal akustycznych" z rozmów komórek itp przez gorliwych dziennikarzy imperium wydawniczego Ruperta Murdoch.A tu okazuje się, że skrzydlatą dziennikarką ptasiego królestwa jest zakwefiona sowa, która ma własny sposób podsłuchiwania swoich potencjonalnych ofiar, takich jak np moja czarna myszka komputerowa. Wikipedia dodaje: "szlara jest nietypowym i niespotykanym u innych ptaków elementem upierzenia głowy, a występuje jednocześnie z dość krótkim dziobem, bardziej owalną niż u innych ptaków głową oraz krótszym niż u innych ptaków rozstawem oczu. Wszystkie te elementy sprawiają, że ptaki mające szlarę wyglądają jakby miały twarz, co przydaje im cech ludzkiego wyglądu głowy. Zapewne to właśnie dlatego już od czasów starożytnych przypisywano tym ptakom niezwykłą mądrość." Wścibskich dziennikarzy typu News of the World powinnisśmy teraz nazywać "Sowiszlarami" na wzór dawno zaadoptowanego w polszczyźnie niemieckiego urwisa Eulenspiegel'a jako Sowizdrzała.
piątek, 03 czerwca 2011
Uroczysko Zawarte Na Cztery Spusty
Nie mam pojęcia co się stało, ale Uroczysko działać przestało. Może blogowisko walczy z fala kiboli typu internet, może padły jakieś łącze. Awaria musi być poważna skoro trwa od wczesnego ranka i nie ma żadnych wiadomości gdziekolwiek na ten temat. Jak to dobrze mieć taki bloguś jak Klechdy w rezerwie, bo mogę donieść wszem i wobec, żem żyw i nie uciekłem z Uroczyska. Wprost przeciwnie Uroczysko uciekło ode mnie dziwnie i nigdzie go znaleźć nie mogę, wskutek czego zaczynam popadać w trwogę. Piękny dzień, cieple wietrzysko wieje i nic się nie dzieje. Do usłyszenia tutaj.
wtorek, 16 listopada 2010
92. Wizażystki z Ornatem w Poczekalni
Dwie kłamczuszki, specjalistki w przebierania diabła w ornat, nie były wyrzucone z jego prywatnego piekiełka zwanego PiSem, tylko czasowo wysłane na niby-wygnanie w celu stworzenia dywersji przed wyborami samorządowymi. Gdyby nie one, PiS zniknąłby z ekranów i łamów medialnych, bo stypa ze zniczami trwa za długo i ludzie zaczynali się nudzić. Durne media dały się nabrać. Moje dzwonki alarmowe zaczęły dzwonić gdy na scenie pojawił się Poncyliusz z jego dziwnymi żądaniami i odwlekaniem własnego wykopu, a zaraz po nim Kamiński z anonimowymi skargami na typowe Ziobrowe machinacje.Z czego chyba dość jasno wynika, że wataha wilków nie była wtajemniczona w ten sekret Prezesa. Stara złota zasada Rzymian: dziel i rządź ma się dobrze za kulisami machiawelskich machinacji wielkiego stratega. Obaj europosłowie wraz z innymi znaleźli się już w Stowarzyszeniu wizażystek i obu nie grozi wyrzucenie z PiSu, bo tak rzecze polityczna mamka Prezesa pani prof Jadzia S. On tak jej przyrzekł. Koniec czystek. No, jasne. Po niedzielnej przegranej, kto wie? Może nawet sam Prezes przyjmie funkcję honorowego lidera Najważniejszej Polski, bo to przecież jego kopyrajt. Pożyjemy, obaczymy...
poniedziałek, 26 lipca 2010
91.Tancerz Oblicza a Sprawa Polska
Mądrzy ludzie wiedzą, że życie często naśladuje fikcję. Spoglądając na Polskę z mojej odległej nieco Wyspy, widzę ostatnio dramat czy tragikomedię która przypomina mi ten wspaniały cykl sci-fi powieści pt „Diuna”, epokowego dzieła Franka Herberta. Na scenie polskich rozgrywek politycznych główną rolę obecnie gra postać Jarosława, jakby żywcem wzięta z „Heretyków Diuny”osoba Tancerza Oblicza . Ta hermafrodyczna istota, wyhodowana przez tajemniczych Bene Tleiksjan, zwanych także potocznie Sprawcami Bezprawia, potrafi być tym, kogo ukryte sztaby Tleitekstów projektują w lochach Jasnej Wydmy na planecie Takitekst w celu zdobycia władzy na Diunie. Innym osiągnięciem Tleików było tworzenie gholów, istot wyhodowanych z komórek zmarłych osób czyli potocznie zwanej smolistej kadzi aksolotlowej. Tancerz Oblicza potrafi łatwo naśladować te istoty, bowiem ghol był dokładną kopią zmarłego człowieka, tyle że nie posiadał jego pamięci. Tancerz Oblicza może dowolnie zmieniać swój wygląd, kopiować psychikę swoich ofiar i nawet zmieniać mowę tak, aby każdy go rozumiał albo nie rozumiał o co mu chodzi albo nie chodzi. Tancerze Oblicza mają zadania, ale nie mają pojęcia o niczym poza tym, co im sztaby Tleiteksowe sugerują. Jest wiele innych zdumiewających podobieństw między dzisiejszą Polska i książkami „Diuny”, ale na potoczną analizę i wyłuskiwanie zbieżności brak mi czasu. Wiele ciekawych tematów do dalszych twórczych rozważan znajdziecie w wikipedii. Podumajcie np nad „Językiem walki”, który posiadały w czasie wojen wszystkie wysokie rody (potocznie szlachta).Kończę cytatem na temat „melanżu” (czysto polska potrawa) : "-Pamiętasz smak swojej pierwszej przyprawy? -Smakowała jak cynamon. -Lecz nigdy dwa razy tak samo - rzekł. - Ona jest jak życie: ilekroć jej kosztujesz, ukazuje inną twarz". Ano, właśni tak dokładnie. Rzeczywistość to Tancerze Oblicza.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 36