polszczyzna,poezja,komentarze z Anglii,opowiastki,bajki polityczne i łamańce wielojęzykowe

wtorek, 23 stycznia 2007
Entliczek, Pętliczek…Na Tego Bęc!

[Fragment z Pamiętnikow Władcy Blogu IV- anno domini 2007, odnalezionych przypadkowo w ruinach Ajpienu. Ten starożytny dokument na dysku zachowal sie tylko w kilku z trudem odcyfrowanych fragmentach]

Po przebudzeniu i ochajtnięciu się, oraz pokrzepieniu żołądka skołatanego troską o sprawy ojczyzniane, wyjąłem kluczyk do mego serca i zagladnąłem tam w celu ustalenia, kogo wywalę dzis na zbity łeb z mego bloga. Strasznie mnie bawi to trzymanie mojej ekipy w stanie niepewnosci i stresu. Oni się trzęsą w niewiedzy, a ja patrze w moje serce i spiewam pod nosem te wyliczanke, ktorej nauczyla mnie Mama: “entliczek pętliczek, czerwony guziczek, na kogo wypadnie, na tego bęc!  Oczywiscie, nie mam zamiaru rzucac hienom medialnym zadnych ochlapow nazwisk ani nawet inicjalow, pod ktorymi kryja sie moi blogosławcy. Niech sami zgaduja, bo to trzyma cala zaloge blogu w ryzach. A bez ryzu nie ma kolaczy, jak to mowia w Paryzu. Matko zawsze dziewico! jak ja nie cierpie tych żabojadow, to tylko Szmergiel wie, do ktorej sie nieoglednie kiedys zwierzylem w obecnosci Czyraka.  Kogo ja wywale jest prywatną wiedzą w moim osierdziu i nikomu nic do tego. Dzidzius i Gosia, moi wierni dozorcy, chlapia ozorami jak to jest w ich zwyczaju, ale to mnie tylko bawi, bo w ten sposob robi sie zamęt,a jak mowia moi podblogowcy, w zamętnej wodzie kaczki ryby łowią. W nieco innego typu niepewnosci trzymam takze Roztańczoną Danserke, ktora wywalila Kizia Niedojde z przyrzeczonego przeze mnie podblogu. Najlepiej jednak bawie sie jednym z moich wasali blogowych, ktory od pewnego czasu podskakuje na Dnie, bo nie wie czy mam na niego haka czy nie. Smialem sie do rozpęku, gdy mi doniesiono, ze Tręduś nosi teraz w kieszeni wlasny sztuciec, bo moi szpicle konfiskowali te, ktorymi sie poslugiwal w stolowkach blogowych. Po co mi jego plwociny, gdy mam w teczce duzo lepsze potrzaski. J  Marze teraz tylko, aby jakos przyszpilic Szlifbruka, ale chyba mi sie nie uda. Muwi sie tròdno – na bezpticzu i rak sołowiej, jak mawialismy kiedys. To se ne vrati…Entliczek…guziczek…on nie wie ……………..[dalszy tekst nieczytelny]

poniedziałek, 22 stycznia 2007
Bandaż na Ranną Godzinę

Trwa jeszcze ciemne rano-

Śpi niebo nad altaną

Staw błysnął o dwa kroki

Już widać, że głęboki…--

Kształt wszelki wybrnął z cienia,

Lecz nie chce mieć imienia

Chce snom się jeszcze przydać:

Nie widać nic - a widać.

B.Leśmian: Przed świtem

Ranna godzina przywlekla sie na skraj łòżka i kumka jak zmęczona żaba. Nie mam pojecia co wyczynialen na polu sennych marzen, ale pewnie szukalem zgubionego wczoraj albo łaziłem z maharania po ksiezycowych pustkowiach, bo jestem zmeczony. “Gud morning” mrugaja polprzymkniete powieki, czekajac na rozjasnienie szarosci. Bonżur? Dlaczego Francuzi nie mowia “bon matin”? Pewnie dlatego, ze rano-matin uwazaja za przedswit. Ok, wiec ustalmy ze ranna godzina to zranione resztki nocy, ktore pelzna od okna do poduszki na ktorej spoczywaja rozwichrzone wlosy Antrima, a pod nimi szlachetnie wyniosle czolo, pod ktorym sa zamkniete oczy, zimny koniec nosa i usta. Obudz sie, chlopcze skrzeczy budzik udajacy zlosliwa żabę. “Wiec sie szybko zrywa z lozka, By nie uszedl za leniuszka…” Nie przesadzajmy. Zrywa sie tylko zly pies z lancucha, a ja nie mam powodu do zlosci. Ranek jest zimny na skutek globalnego ocieplenia. Globalne ocieplenie, jak wiadomo, niesie ku nam epoke lodowcowa. Mamuty powroca, Inuici beda nas uczyc polowania na foki i niedzwiedze polarne. Uczeni zdecydowali sie, ze trzeba znowu popchnac do przodu wskazowke Zegara Sądu Ostatecznego, ktora wskazuje obecnie na pięć minut przed pòłnocą. A co na to mozni tego swiata i liderzy polityczni? Jak zwykle mrucza pod nosem puste slogany, a po cichu mowia: niech sobie tyka.

Zimne mysli o wiecznej zimie przypominaja mi, ze moj budzik tez tyka i ze czas na obandazowanie rannej godziny w cos cieplego, a potem kawusia, chlebek z mniodem i chuda szynka i mozna wreszcie zadeklarowac, ze dzien sie zaczal oficjalnie. Temperatura spadla do 6C i ponury glos wieszczki Meteo zapowiada opady sniezne na wzgorzach. Antrim lokuje swoja czape futrzaną, rekawiczki i szalik i decyduje, ze poczeka z wyjsciem na zewnatrz az sloneczko wychynie zza deszczujacych chmurzysk, ktore lada moment moga przemienic sie w sypiace bialym puchem czarnuchy. No, i wyjrzalo nieco pozniej, a ciężarne śnieżycą tabuny powedrowaly w strone morza. Mrozne mamuty czekaja za gorą lodową na inny dzien.

niedziela, 21 stycznia 2007
Gdy Wieczorem Siedzę Sam…

wówczas w wyobraźni

Stają widma dawnych lat, szczęścia i przyjaźni.

Gwar wesołych młodych lic w głowie mej się cieśni,

Zda się słyszę słowa te ulubionej pieśni.

Gaudeamus igitur...

Po mojej skolatanej emigranckiej glowie snuja sie od czasu do czasu na wpol zapomniane fragmenty starych piosenek z mlodych lat, co nie znaczy bynajmniej ze stracilem moja mlodosc. To tylko piosenki sie postarzaly. Najwiecej zadziwiaja mnie ukryte w licznych tekstach innuenda, dwuznaczniki, dziwne polskie obyczaje albo rubasznosc chyboczaca sie chwiejnie nad przepascia  swintuszenia. Dam tylko kilka przykladow, a jesli ktos znajdzie wiecej, to prosze bardzo o dodanie w komentarzach. Klechdy zawsze byly zlepkiem madrosci ludu, wiec tradycje trzeba jakos podtrzymywac.. Dzis wprawdzie tej madrosci ludu ze swieczka trzeba szukac, ale na szczescie sa ludy i ludziowie, czyli ci ktorzy swieca wlasna latarka. Zaczne od Krakowa, bo w tym starym grodzie podwawelskim chlopcy  “cijają” i nikt do tej pory nie potrafil mi wytlumaczyc w jakim celu “krakowiaczek cija”, co rzekomo wynika z jego wrodzonej krakowskiej “natury”. Na czym polega cijanie nie wiem do dzis.  Krakowianki sa jeszcze bardziej tajemnicze,  bo maja “chlopca z drewna, a dziewczyne z wosku”, co jest z pewnoscia jakąś bezecnym szyfrem pisana charakterystyką tej dziwnej pary, ktorą magiczny poeta Lesmian przerobil na “pannę Annę i jej kukłę”

Co ma w nic utkwiony wzrok.

To - jej kochan z drewna,
Zły bezmyślny, martwy głuch!
Moc zaklęcia śpiewna
Wprawia go w istnienia ruch.

W spiewnikach polskich mężczyzni sa podejrzanie zniewiesciali, bo gdy oczekujemy od nich brutalnosci i sily, oni tancza i chca zeby im patrzec na “nózki”. Kierpce na wysokich obcasach?

W murowanej piwnicy tańcowali zbójnicy,
Kazali se piknie grać i na nózki spozierać. Hej!

W innej znanej piosence, gorale sa wyraznie zachecani do poliandrii, tak jest ona praktykowana  w Himalajach przez Tybetanczykow. 

 Za górami, za lasami, za dolinami, Hej!
Pobili sie dwaj górale ciupagami.
Hej! Górale, nie bijta sie,
ma góralka dwa warkocze, podzielita s

Wprawdzie w podniecajacym finale piosenki, goralka radzi im pogodzic sie, bo do poliandrii jakos jej sie nie kwapi. Madra dziewucha. Wreszcie zniewiescialosc twardych Polakow objawia sie takze w takich bojowych piosnekach jak “Wojenko, wojenko, cozes ty za pani, że za toba idą (bis) chlopcy malowani.”

i oczywiscie wszedzie gdzie wystepuja “ułani, ułani, malowane dzieci, niejedna panienka za wami poleci”Po kiego licha mialyby panienki latac za malowanymi facetami, tego nasze spiewniki narodowe nie wyjasniaja. Niestety. J

sobota, 20 stycznia 2007
Kto Nosi Dżinsy w Rodzinie?

Prosta odpowiedz na glupie pytanie: wszyscy. Chyba, ze ojciec jest Szkotem i nosi spodniczke zwana kiltem. Kiedys bylo inaczej. Spodnie i marynarka byly mundurem autorytetu.. Ojciec nosil spodnie, Matka nosila sukienke, albo spodnice i bluzke. Synowie nosili krotkie spodenki lub spodnie, zaleznie od wieku. Wdzianie dlugich spodni dla chlopca bylo kiedys poczatkiem meskiego wieku. Tylko baba-Herod nosila spodnie w rodzinie, dzieci trzymajac w ryzach, a meza pod pantoflem. Pozniej przyszly dzinsy. Czy Herod nosil dżinsy? Chyba nie. Dzis kobieta- szef musi ubierac sie w spodnie, marynarke i bluzke z krawatem. Jedyny ubior, ktory chroni ja przed oblesnymi oczami podwladnych. [NB koszula pod marynarka to ostatni bastion garderoby meskiej] Dosc dawno temu antropolog Malgorzata Mead twierdzila, ze roznice miedzy rodem meskim i zenskim sa widoczne w odziezy, zachowaniu i wlosach. Czy kobieta w spodniach dziala na wyobraznie meska w identyczny sposob jak kobieta w krotkiej spodniczce. Jakby kobiety zareagowaly gdyby mezczyzna przyszedl na romantyczne spotkanie w mini-dżinsach siegajacych do polowy owlosionych ud? Moze dlatego oboje dzis przychodza na randke w dzinsach. Aby uniknac nieporozumien. Dżinsy sa chyba najbardziej komunistycznym ubiorem naszych czasow. Rownosc, wolnosc i dżinsostwo. Gendery łączcie sie! Nie macie nic do stracenia, procz waszego prawa do noszenia dżinsow. Do czego to wszystko prowadzi, pyta ukryty we mnie badacz natury ludzkiej. Niestety, takie pytania wydają się zbyt błahe, nawet trywialne, w tych dramatycznych czasach, gdy uspodniony min.Giertych planuje nowy ukaz dla czystych i wiernych nastolatek, ktory przywroci dlugie spodnice i sukienki jako obowiazkowy ubior szkolny- a moze juz jest, tylko ze jestem niedoinformowany w polskim wirtualnym swiecie, bo trudno go chyba nazwac rzeczywistoscia. Inny minister wowczas zabroni kobietom w biurach rzadowych noszenia dżinsow. Co wywola rewolucje i obalenie rzadu. Polska znowu zablysnie jako jedyny kraj, gdzie kobiety wywalczyly sobie prawo noszenia spodni wzglednie dżinsów. Przy każdej okazji.

piątek, 19 stycznia 2007
Badanie DNA

Roznorodna czereda niedoksztalciuchow nagabuje mnie abym napisal pare slow o tym DNIE, o ktorym tyle sie wrzeszczy na tzw łamach i ktore wszyscy pisza duzymi literami, jakbysmy czytac nie umieli bez okularow.  W wąskich ramach mojej blogowej Klechdopedii (do ktorej osoby z ekspertyza w jakiejkolwiek dziedzinie moga zawsze cos dopisac w komentarzach) wyjasniam, ze DNO jest glownie konieczne do ustalenia ojcostwa. Jesli ekspert od badania DNA uslyszy pukanie w probowce, to znaczy ze jakis inny ojciec kryje sie pod DNEM ojca, ktorego DNO jest wlasnie badane. Polska wiedzie rej  w ustalaniu ojcowskich DEN dopiero od niedawna, ale dlatego mamy nowy powod do dumy. Nic dziwnego, ze Polska to ojczyzna, podczas gdy pomniejsze narody przyznaja sie tylko do matczyzny. Przymiotnik bezdenny, urobiony od rzeczownika DNO, wskazuje na to ze dany mezczyzna jest niezdolny do bycia ojca z uwagi na jego bezdenna glupote. Ktos zapytal mnie z ta wlasnie bezdenna ignorancja czy kobiety maja DNO. Kobieta jak sama nazwa  wskazuje nie moze byc ojcem, zatem jej DNA nie da sie znalezc. Kobiety w tym sensie sa tez bezdenne w swej madrosci. bo dawno temu zdecydowaly, ze do urodzenia dziecka potrzebne jest tylko jedno jajeczko, co pozwala jej nie miec zadnych watpliwosci, ze jest matka tej istotki.  Z ojcem sprawa nie jest taka prosta, bo mezczyzni musza miec miliony plemiennikow do zaplodnienia jednego, malutkiego jajeczka. Plemienniki (nazwa patentowana) to takie kijanki ktore wierca sie w poszukiwaniu tego jednego jajeczka. Jesli kobieta jest kochana przez dwoch mezczyzn (lub wielu), to nie wiadomo czyja kijanka zwyciezyla w tym konkursie zaplodnienia. Stad trzeba ustalic DNO, porownujac slinotok dziecka z widelcem lub lyzka ,ktore domniemanu ojciec oblizal. Jesli dno jest takie same, to ojciec ma prawo uscisnac dziecko. Jesli nie, to paszoł won. Polski rzad namysla sie obecnie czy warto byloby przeprowadzic ogolne badanie DNA u wszystkich mezczyzn w granicach wieku 14- 50 aby ustalic czy warto byc Polakiem i ktory uczen, polityk lub biznesman jest ojcem czyjego dziecka. Mozemy zatem powiedziec z duza doza prawdy (okolo 0.5 promila), ze przyszlosc naszej Ojczyzny spoczywa w tym momencie na DNIE.

Przeminęło z Wiatrem...

Dawno, dawno temu bylo dwoch braci, Cyryl i Metody.Identyczne blizniaki, misjonarze nowej religii, ktorych zadaniem bylo niszczenie poganskich ukladow, lustrowanie dawnych idoli i nawracanie slowianskiej hołoty na droge cnoty. Wieki uplynely od misjonarskich dzialan blizniakow. Malo kto sie zorientowal, ze obaj bracia powrocili na ziemie w formie zjawisk meteoropolitycznych.  Cyryl w ostatniej reinkarnacji pojawil sie jako orkan. ktory przelecial wczoraj przez Europe, wyrwal wiele drzew z korzeniami, pozdzieral dachowki z domow, powybijal okna, zniszczyl co mu pod dech podpadlo, rozszalal sie nad Polska i wreszcie  wyczerpany schowal sie w palacu Metodego, ktory wolal obgryzac paznokcie w rozterce i niezdecydowaniu zamiast pomoc braciszkowi w jego atmosferycznej misji.  

Jakiekolwiek podobienstwa do znanych politykow-blizniakow sa calkowicie przypadkowe i niezamierzone. Dalsze losy zawirowanca Cyryla i jego jak dotychczas letargicznego brata-blizniaka sa nieprzewidzialne. Biuletyny meteoropolityczne sa nowa metoda obserwowania zjawisk atmosferycznych, ktore tak czy siak przybraly pewne charakterystyczne cechy ludzkie

Orkan Cyryl namysla sie gdzie, jak i kiedy uderzyc.

wtorek, 16 stycznia 2007
Patrząc Przymrużonym Okiem

Drzewa w zimie, bezlistne, nagie jak balet ciemnoskorych tancerzy zamarlych w bezruchu, gdy gwiezdna orchestra umilkla w pol taktu. Patrzac na tę plątaninę gąłęzi szukam w niej jakichs wzorow, symetrii, tajemniczych sygnalow pograzonej w zimowym snie istoty. Przymruzam oczy i nagle widze tego nagiego, dlugonogiego tancerza, ktorego piruety opowiadaja jakas zawila historie z zycia starego dębu. Jestem zbyt leniwy aby szukac w tych gałęzistych hieroglifach innych obrazow, liter, moze nawet calych zdan  z tej bezlistnej Ksiegi Drzew. Moze inni cos dojrza. Takie odczytywanie jest czesto bardziej tworcze, niz pisanie blogow. Ale to pewnie kwestia tego co kto lubi.

                           

 

                                                              

 

poniedziałek, 15 stycznia 2007
Zakwitnął Kaktus Bożego Narodzenia

J

Troche spozniony w tym roku, bo dopiero wczoraj zdecydowal sie wyslac na zwiady pierwszego kwiata z tymi eleganckimi pręcikami siegajacymi ciekawie lub w celu unikniecia kazirodztwa daleko poza amarantowe płatki. Schlumbergera truncata jak ten moj stary kaktus sie nazywa ma swoje kaprysne wymagania zanim zdecyduje sie czy warto zakwitnac czy nie. Warto dla niego jest wtedy gdy trzymam go w ciemnosciach przez wiele dni i godzin przed Bozym Narodzeniem, a takze w chlodnym pokoju. Za duzo swiatla na jego widzimisie i wtedy odmawia kwitniecia, a nawet jesli ma pączki, to spadaja na parapet i umieraja dziewiczo. W Anglii jest to bardzo popularny prezent bozenarodzeniowy i stad jego popularna nazwa “Christmas Cactus”.  Jego krewnym, nieco mniej popularnym, jest Kaktus Wielkanocny, ktory zakwita mniej wiecej okolo tych swiąt. Tego tez mam, ale jeszcze spi. Kazda roslina ma swoje specjalne wymagania, ale najwieksze fochy to stroja te rozne egzotyczne storczyki. Moj storczyk zmusilem do trzeciego kwitniecia, stawiajac wazonik na kamyczkach i zalewajac je woda co pare dni aby utrzymac wilgotna atmosfera – jak w jego rodzinnej dzungli.Ot. takie to bywaja  uboczne skutki zauroczenia drzewami i roslinami. Rozmaryn na balkonie tez właśnie zdecydowal zakwitnac, no bo przeciez wiosna – albo tak sobie pomyslal.

niedziela, 14 stycznia 2007
Skutki Uboczne

Moja ostatnia wizyta u doktora nasunela mi ponure mysli o skutkach ubocznych  roznych lekarstw, ktore pomagaja wspaniale wybrancom losu, ale powoduja krew w zylach mrozace komplikacje u tych mniej faworyzowanych przez lekarstwo. Kazdy lek ma zalaczony papierek na ktorym m.inn jest sucha recytacja tych “ubocznych”. Czytam te wyznania farmaceutyczne i dochodze do wniosku, ze leczenie dzis jest bardziej ryzykowne niz gra w ruletke. Pytam niesmialo Eskulapa z laptopem: “Doktorku, to lekarstwo rzekomo moze spowodowac halucynacje?” “ Nie martw sie na zapas. Nie u kazdego.” “ No, dobrze, ale co mam zrobic jesli zaczne halucynowac?” “Przestan brac lekarstwo.” “Ale jesli  te halucynacje beda raczej przyjemnne, to moge zostac narkomanem. A poza tym, jak mam rozpoznac halucynacje od moich codziennych przywidzen?” Doktor zaczyna sie niecierpliwic. “Testy kliniczne wskazuja, ze zaledwie jakis tam procent bioracych to lekarstwo ma takie problemy. Nie kazdy halucynuje. Sa inne skutki uboczne, mniej powazne.” “Wlasnie czytale, ze jesli sie zatne przy goleniu, to bede krwawic przez pare dni?” “Zapusc brode,” smieje sie ten okrutnik.  Tak wlasnie siedze tutaj i mysle, ze to nie tylko lekarstwa maja skutki uboczne. Tylko ze w innych sytuacjach mowimy o nich plusy dodatnie i ujemne J albo mankamenty  albo blaski i cienie. Innymi slowy, jestesmy rzucani w te i wewte przez kaprysy jakichs znanych lub nieznanych sil – czystych lub nieczystych. Nie wiem czy zdaze rozwinac te mysl przed polska polnoca, wiec koncz…..hopla! Zdazylem >J

piątek, 12 stycznia 2007
Zwierciadła i Bursztyny Blogowiska

Czymże innym są te miliony blogów, jeśli nie lustrem naszych czasow, duzo ciekawszym i tworczym niz te ciemne zierkadla lustracyjne IPNu? Blox (i tysiace jemu podobnych) jest jak bryła bursztynu, w ktorym są utrwalone na wieki (moze troche przesadzam) jętki jednodniówki i żuki naszych istnien, naszych radosci, zwierzen, bluzgania, znudzenia, wiedzy i niewiedzy, klamstw, klamstewek, gorzkiej prawdy i reszty tych atomów codzienności które nazywamy, słusznie lub nie, naszym życiem.. Blogopisy-muropisy młodziutkich internautow i starych wedrowcow sieciowych szlakow. Tych, ktorzy moze będą grzebali w nich za pół wieku, szukajac posmaku i zapachu naszych dni. Tych historyków, którzy będą czytali z tępym niezrozumieniem  słowa jakiegoś Antrima, które tylko jakiś uczony słowolub-mędrzec polszczyzny XXI wieku będzie w stanie odcyfrować mozolnie, aż wykrzyknie radośnie "Eureka! (bo proto-grecki tyż znał) wiem kim ten blogowiec sprzed wieków był - Stphant z Londblina, ziewnikarz i wierszoklep." I tak moja sława blogowiskowa zostanie odgrzebana, oddmuchana i w Bursztynowej Bibliotece Blogowej (BBB lub BURBIBLO) uroczyście ulokowana, aby tłumy ciekawskich z Londlina mogły sycić swą ciekawość.I w tym momencie obudziłem się i ujrzałem ze zdumieniem, że była już sobota i że wciąż siedzę, jak ten dureń, przed moim zombieterem.  Dobranoc.

czwartek, 11 stycznia 2007
Innoziemiec z Gwizdnych Szlakòw

Deszcz-siepacz i wicher-chlastacz  wypadli zza węgła jak dwoch takich co ukradli pogodne niebo i rzucili sie na mnie z wsciekloscia, gdy tylko opuscilem gabinet doktorski. Lekarz-Hindus, z ktorym sie poprzednio nie zetknalem, spojrzal na mnie ciekawie i spytal czy jestem Szwedem. W moich zylach wprawdzie plynie krew Wikingow nadbaltyckich, ale nie wiedzialem, ze te nordyckie geny sa az tak widoczne. Ukrywam je normalnie pod snieznobiala siwizna i w bruzdach pooranej blogowaniem twarzy. Dr Ramalachandra wyjasnil, ze to podejrzenie zrodzilo w nim moje niepolskie imie, bo w angielskiej wersji powinienem miec w nim “pe cha” zamiast effa.  “Jam Polak. Pe-cha to ja mam, ale nie z ta bolescia przybylem tu na konsultacje “ objasnilem, co sprawilo ze moje cisnienie momentalnie skoczylo wzwyz. Doktor byl online przez caly czas mojej wizyty, to znaczy nie odrywal oczu od monitora, czytajac zachlannie historie moich przygod medycznych i stukajac na klawiaturze dalsze rozdzialy tej sf-sagi fascynujacych zetkniec dziwaka-innoziemca z gwizdnych szlakow z ziemniakami planety Iks.  Tutaj musze wyjasnic, ze tlumaczenie angielskiego slowa “alien from outer space” na “obcy z przestrzeni kosmicznej” jest błędne. Obce cialo to drzazga za paznokciem albo źdźbło w oku , a my innoziemcy nikomu za skore nie załazimy i w ogole staramy sie nie zwracac na siebie uwagi. Stad wlasnie nasze dziwaczenie, bo wy – ziemcy – nadmiernie lubicie pchac sie wszedzie gdzie was nie ma. A  my, dziwadla, odwrotnie. Najlatwiej jest nas rozpoznac po tym ze gwiżdżemy na to wszystko co wy uwazacie za straszne ciosy losu, kismet przesladowstwo, bandyctwo, prawicowstwo lub lewactwo.(PS. Innoziemca mozna takze rozpoznac po pewnych dziwactwach jezykowych). Gdy ludzie pytaja skad jestesmy mowimy “z gwizdnych szlakow” co niektorzy niedoslyszeli i mysla ze my z gwiazd pospadalismy na te planete. Co za pomysly! Nasze sadyby sa tuz, tuz, na waszych sennych polach. W nocy wracamy do nich, gwizdzac wesolo. Tak wlasnie jak ja to robilem wracajac, obladowany dziwacznymi prowiantami gatunku “ćwikła z chrzanem”, ktore pomagaja nam chrzanic, jak i gwizdac. Deszcz siepał, wichura wyła, a ja gwizdalem.

Medytacja i Dziwactwa

Silny wiatr gnal przez wieczorne niebo te owieczki złoto-runne. Moment zadumy nad czarnymi kikutami drzew i przemijaniem czasu. . W nocy snily mi sie jakies tajemnicze podroze Argonautow i wedrowki w poszukiwaniu Rzymskiej Bramy. Sny dziwaka, ktore maja dziwny zwyczaj pojawiania sie w ciagu dnia. Kłębki złotego runa przewijajace sie przez gałęzie drzew jak nić Ariadny.W medytacji tez zdarzaja sie rozne dziwactwa..W snach tez. Medytacja jest wylaczeniem halasu jaki tworza kołaczące sie w glowie mysli. Myslenie staje sie promieniem skoncentrowanego swiatla, ktore przenika w ciemne kąty naszego jestestwa. W snach szum myslatek ustaje dobrowolnie. Nie jestem jedynym dziwakiem w w tej pustelni. Jest nas wielki szczep, ale nie lubimy sie afiszowac naszymi dziwactwami. Nigdy nie wiadomo jak inne dziwaki to przetlumacza na swoje dziwactwa. Buona notte.   

wtorek, 09 stycznia 2007
Fantastyczne Feromony

Ide do supermarketu na zakupy i jak zwykle zapomnialem wziac ze soba spisu niezbednych do przezycia prowiantow. Jestem teraz calkowicie uzalezniony od mojej pamieci i węchu, a w ostatecznosci bede musial polegac na mojej impulsywnej chęci kupienia czegos co przyciagnelo moj wzrok na pòłce  jak piekna kobieta na deptaku. Impuls i węch maja ze soba wiele wspolnego, a wszystkiemu sa winne fatalne feromony.

Te naturalne pachnidla dzialaja glownie u owadow, ryb i zwierzakow, dzieki czemu ciem (meski rodzaj cmy) moze znalezc zalotna ćmę po ciemku na odleglosc trzech kilometrow. Nasze ludzkie feromony niby tez istnieja, ale jakos trudno je wyosobnic z tych wszystkich ludzkich zapachow, sztucznych i naturalnych, ktore otaczaja istote ludzka. Niektore z tych woni moga doprowadzic nas do zemdlenia, mdlosci lub odurzenia majacego wszelkie pozory milosci. Nie zauwazylem ,aby zapach mydla, pasty do zebow czy wody kolonskiej po goleniu przyciagal zauroczone moimi feromonami kobiety ,chocby na odleglosc kilkuset metrow, ale musze przyznac, ze delikatny powiew perfum od przechodzacej kobiety dziala przyjemnie na wyobraznie - z bezpiecznej odleglosci . Nie wiem czy to prawda, ale podejrzliwi ludzie twierdza ze w kazdym supermarkecie pòłki drozszych albo zbyt wolno sprzedawanych produktow sa spryskiwane mieszanka feromonow. I to z pewnoscia ma wplyw na moje impulsywne kupowanie czegos co potem siedzi i nudzi sie w lodowce lub zamrazarce przez dlugie miesiace. Fatalne czy fenomenalne, tajemnicze feromony dzialaja takze w jakis sposob na internecie. No, bo jak inaczej mozna wytlumaczyc te wirtualne milosci od pierwszego emajla? Moze slowa pachna wirtualnie jak odurzajace kwiaty lub, dla mniej romantycznych, jak ich ulubiona potrawa? . Moze sa w nich ukryte nieznane dotychczas lotne skladniki, niesione elektrycznie, eterycznie i  magnetycznie wprost do naszych oczow, nozdrzy, jezyka i reszty zmyslow. Innymi slowy – jakies feromajle, ktore dzialaja nawet na blogach. Hmm, cos ladnie zapachnialo w tym momencie. Moze jakie feromajle przyplataly sie z innych blogow.Musze zajrzec do inboksa - ostroznie J

poniedziałek, 08 stycznia 2007
Dręczące Pytania na Schodach

Mam juz po dziurki w uszach pastwienia sie nad zbłąkanymi  pasterzami zgubionych owieczek i dlatego uciekam do dreczacych pytan, wystawiajacych łby nad parapet mojej jezykowej podswiadomosci. Malo kto dzis robi swiadomy uzytek ze slow, bo przeciez istnieja w gotowej do spozycia formie fraz, zwrotow mowy i misternych zwiazkow, zarowno luznych jak i malzenskich. Jako zawodowy zjadacz takich szybkich dan na wynos, czuje pierwsze drgniecia niestrawnosci lingwistycznej gdy zaczynam sie nad nimi zastanawiac. Czy nie ogarnia was jezykowe wahanie gdy wchodzicie po schodach? Ze schodzeniem nie mam takich wahań, ale idac pod gore czuje zawrot glowy, bo schody przeciez leca w dol. Moze dlatego lubie ruchome schody, bo przynajmniej wiem ze jak ida w gore, to stoje na wschodach, a gdy suna sie w dol to wtedy spelniaja swoja wlasciwa role semantyczna schodzacych schodow.

Samo slowo “chodzic” to tez taki dreczacy nas  dziwoląg polszczyzny. O co mi chodzi? Idzie mi o to, ze zyjac na Zachodzie czesto zachodze w glowe (te wschodnia) czy bylo warto uciekac tutaj ze wschodu, bo ta ucieczka kosztowala mnie tyle zachodu. Albo patrze na piekny zachod slonca, a tu nagle blady ksiezyc ukazuje sie na wschodzie. Pewnie znòw nòw, chociaz co w tym nowego, jesli ten miesiączek  pokazuje sie co miesiac i zawsze jest ten sam? I jezeli regularnie pojawiajacy sie miesiączek jest albo na nowiu albo w pelni, to dlaczego miesiączka nie jest na nowiu albo muzułmańsko pòł-księżycowa? Prawde mowiac, nie orientuje sie zbyt dobrze w tych zakletych rewirach kobiecej semantyki. Ale skoro juz tutaj zagoscilem, to moge dodac, ze kobiety zachodza na Wschodzie tak jak kobiety z Zachodu i nie ma sensu robic z tego zajscia. Zajsc moze kazdy – jak nie w ciążę,to z krotka wizyta. Do kobiet jednak lepiej nie mowic: “zajdź na chwilke, bo one potrzebuja na to troche dluzej. Zwykle dziewiec miesiecy. Prowadzac te dochodzenia jezykowe, malo mnie obchodzi czy bede mial z tego jakies dochody czy nie, bo nawet gdybym wychodzil z siebie, to zaden wydawca nie zaglada na blogi w poszukiwaniu takich dwuperełek. Na odchodne i przed schadzka z kucharzem antrimem numer 2,  dodam tylko, ze chòd ma liczne potomstwo, do ktorego moze wroce kiedys. A pisze takie bzdurki tylko dlatego, ze jako wychodźca lubie pochodzic sobie po polskich polach  semantycznych w poszukiwaniu dreczacych pytan i oklepanych wyjasnien.

niedziela, 07 stycznia 2007
Metaforyczny Bełkot Ludu

Nie bojcie sie. O polityce bedzie tylko w szybkim przelocie nad polem semantycznym ostatnich wydarzen. KKK czyli Kaczynski+Kaczynski+Kosciol stoją pod płonącym krzyżem polskiej wersji linczowania a la Ku Klux Klan i tylko brakuje im kapturow na łbach. Uch! alez mnie ten caly rytual zobrzydliwil.  W belkocie komentarzy ludu na te żenujace nas wybryki zdziczalych lustratorow i specow w odczytywaniu ubeckich strzepkow IPNu pojawily sie takie metafory jak “ Kosciol lezy na łopatkach” co przywoluje obraz polnagiego silacza Jarkacza stojacego nad powalonym na lopatki przeciwniku w mitrze na glowie. Inne widmo metaforyczne to popularne “przystawki” koalicyjne. Lud widzi Jarkacza jako ludozerce polykajacego giertychy i leperki jako zagryche do wodki. Niektorzy tworcy tej przenosni  licza na to, ze ludojad udlawi sie trzecia przystawka, bo wielgus moze mu stanac koscia w gardle. Ktos inny madrze stwierdzil trzymajac sie wciaz tych jadlowych przenosni (no moze nie calkowicie), ze lepiej w takiej sytuacje robic sobie jaja niz podkładac świnię, ale nie jestem tutaj pewien co ma pieprzony piernik do wiatraka.Wedlug niektorych obserwatorow scen dantejskich przed katedra w czasie non-ingresu (takie wejscie bez wyjscia?), kard.Glemp w swej homilii “spoliczkowal kaczory” z czego mozna byloby wywnioskowac, ze KK juz wyslali mu swoich sekundantow i pojedynek (szpady na 25 krokow) odbedzie sie na placu sw Piotra w Watykanie. Policzkujace slowa mozna dostrzec w jego raczej gorzkiej przemowie. Medyczne metafory mamrotane w komentarzach wałęsały sie wokol “wrzodow” (do przeciecia), “bielmy na oczach” (usunac) i blizej nie sprecyzowanej “zarazy”.

Glos z Watykanu w sych komentarzach uzyl dosc dziwnej polszczyzny, zapewne tlumaczonej na kolanach z wloskiego lub niemieckiego.Apb Wielgus mial rzekomo “postawe” w PRLu (tzn wspolpracowal z SB w jezyku dyplomatow w sutannach), ktora “wystawila na szwank” jego autorytet. Hmm, na szwank to mozna narazac, ale chyba lepiej byloby powiedziec, ze “jego praca dla SB przyniosla mu ujme i postawila jego autorytet pod znakiem zapytania”. Apb Wielgus “zrezygnowal z poslugi” (mial gosposie?) “aby stawic czolo dezorientacji…w tym kraju”.Zauwazmy, ze Watykan dyplomatycznie unika slowa “Polska”, a “dezorientacja” to taki delikatny eufemizm na “burdel na kolkach”. W tej chwili w oczach Papieza KK zatacza sie jak pijane dziecko we mgle, wiec jestemy proszeni  o modlitwe w intencji wytrzezwienia tegoz dzieciaka “aby zdolal odzyskac rownowage”. Nalezy przez to zrozumiec prosbe o zaniechanie “teczkowania”, podkladania swin i molestowania kleru w imie czystki. “Dziwne przymierze”, ktore Watykan wytyka KKK, jest miedzy “dawnymi oprawcami i zemsta poszkodowanych”, ale cale to zdanie jest tak zawile i niegramatyczne, ze celem jego bylo chyba stworzenie takiej mgly, aby nikt nie zrozumial o co chodzi. Reszte metafor mozna wylowic ze spienionych nurtow medialnych. Ja czuje niestrawnosc.

sobota, 06 stycznia 2007
Arcybiskup i Naga Prawda

“Język kłamie głosowi, a głos myślom  kłamie.”

Mickiewicz, Dziady.

Żal mi ks.arcybiskupa Wielgusa. Nie zazdroszcze mu tego przez co juz przeszedl i tego co go jeszcze oczekuje. Jestem pewien, ze to zacny czlowiek, dobry do szpiku kosci, nawet jesli troche naiwny w swoim swiatopogladzie. Moze dlatego wlasnie dwor watykanskich Borgii wybral go na polityczne porachunki z wolskimi Makiawellami. Jak to dzis w Polsce uchodzi za normalne, teczki z “dowodami” pisanymi lewa reka przez pol-analfebeckie kadry esbekow pojawily sie w redakcji potulnych gazet i nowy skandal lustracyjny zasmrodzil powietrze i stworzyl dogodna zaslone dymna dla sPiSkowcow i ich przywodcy Jarkacza. Lud pochloniety nowym pseudo-skandalem, nie bedzie zastanawial sie nad duzo wazniejszymi sprawami jak praca, płaca i miejsce pobytu prawa i sprawiedliwosci przez male litery. Abp Wielgus minal sie z naga prawda o swej przeszlosci i potknal sie na teczce, zrecznie rzuconej mu pod nogi w odpowiedniej chwili. Nikt sie jakos nie zastanawia, komu zalezalo aby ta teczka wyjrzala z ciemnych lochow Instytutu Chorobliwej Pamieci Narodu, tej codziennej paszy dla tlumow niedoksztalconych, domoroslych historykow i specow od wendety a la Inkwizytor Nadzwyczajny, ksiadz I-Z, wierny zasadzie ewangelicznej “nie sądźcie, abyscie nie byli sądzeni”.

Przepraszam, ale ponioslo mnie na moment. Moim jedynym zamiarem bylo zastanowic sie nad dziwnym zjawiskiem interpretacji takich slow jak naga prawda lub  wierutne klamstwo wraz z ich wieloma synonimami. Anglicy maja takie eufemizmy, popularne wsrod wyzszych urzednikow panstwowych, jak “stosowac oszczednosc w mowieniu prawdy” co nie jest uznawane za bezczelne klamanie. W Izbie Gmin nie wolno powiedziec otwarcie do premiera, ministra lub posla “ ty wredny klamco”. Wlasciwym wyrazeniem jest “moj szanowny przedmowca jest cudzoziemcem w krainie prawdy”. Wiekszosc naszych bliznich to okazyjne klamczuchy, ale sa takze nalogowcy w tej sferze, wsrod ktorych politycy wioda rej. Prawdomownosc jest czesto uwazana za brak dobrych manier lub taktu, nawet okrutne traktowanie naszych bliskich i dalszych. Natomiast klamstwa typu “kocham cie bezgranicznie” sa witane z dzika radoscia. Czy to nie dziwne?

Czy koloryzowanie jest ucieczka do wykretow czy tylko lekkim przeinaczaniem faktow?  Albo wezmy taka charytatywna dzialalnosc jak opowiadanie glodnych kawalkow ludziom spragnionym klamliwej strawy. Dla urozmaicenia mozemy ich takze zażyc z mańki, omamic, oszwabic, zbalamucic i otumanic. Wybor jest olbrzymi. A jesli was ktos przylapie na klamstwie, wyjącym o pomste do nieba, wtedy kupcie albo pożyczcie sobie kota i wykrećcie go ogonem, uzywajac takich popularnych zwrotow jak “to byl tylko moj skrot myslowy”. Naga prawda jest tylko dla odwaznych.    

piątek, 05 stycznia 2007
A On Wciąż Pieprzy

Egzotyczne jak i zwykle przyprawy kuchenne musialy kiedys robic duze  wrazenie na naszych pradziadkach i prababkach, skoro tyle z nich weszlo we frazeologie polska.  Pieprz  spowodowal conajmniej kilka skojarzen, co bystro dostrzegl  bard dzieci i doroslych, Jan Brzechwa:

Nie pieprz, Pietrze, pieprzem wieprza,

Wtedy szynka bedzie lepsza.

Wlasnie po to wieprza pieprze,

Zeby mieso bylo lepsze.

Alez bedzie gorsze, Pietrze,

Kiedy w wieprza pieprz sie wetrze..

... Blaga zona: Badz juz lepszy,

Nie pieprz wieprza!

A on pieprzy.

W tym wypadku, Piotr zepsul czyli spieprzyl robote, ale czy takie pieprzenie wieprza mialo kiedykolwiek jakis zwiazek z pieprznymi dowcipami, o tym slowniki milcza. Brzechwa oczywiscie przerobil na wiersz dobrze znany lamaniec jezykowy: "Nie pieprz Pietrze wieprza pieprzem, bo przepieprzysz  Pietrze pieprzem wieprza..." Dlaczego pieprz kojarzyl sie dawnym pokoleniom z seksem, kiepska robota, czczym gadaniem i  nieprzyzwoita trescia  pozostanie zapewne na zawsze  tajemnica lingwistycznej alchemii. Jak wiele innych slów, pieprz ma takze swoje wlasne zwiazki frazeologiczne tzn. takie wyrazenia, które nie moga byc prawidlowo uzyte z innymi slowami.  Jesli chcemy uciec gdzies bardzo daleko, to mówimy "tam gdzie pieprz rosnie". Aby okreslic czyjas niewiedze, mowimy, ze zna sie na czyms jak kura na pieprzu. Dlaczego kura, a nie golab? Bo kura jest glupia i dziobie byle ziarno. No, i wreszcie, jesli sie jest Prezydentem RPIV, to pieprz jest niezbednym orężem językowym w pozbywaniu sie natrętnych dziadow.:-)

Sól zrodzila równie trudne dzis do zrozumienia frazy.  Czy słony dowcip da sie odróznic od pieprznego czy moze obydwa naleza do tego samego gatunku tlustych kawałów?   Przy soleniu potraw nalezy zachowac umiar i ostroznosc, wiec gdy ktos "przesolil" to znaczy, ze przebral miarke i poszedl za daleko w "soleniu", nawet jesli uzywal tylko slów lub czynów. Wyrazenie "slone ceny" powstalo zapewne kilka wieków temu, gdy "krusze" soli byly uzywane do placenia kar sądowych i mialy wartosc pieniezna.

Chrzan takze  nie cieszy sie w polszczyznie dobra reputacja. Aby wyrazic nasze niezadowolenie z czyjejs pracy, siegamy po metaforyczny chrzan"Ten malarz jest do chrzanu. Popatrz jak on spieprzyl portret mojej zony."  Slyszac taki cierpki komentarz, artysta z pewnoscia zaczerwienil sie jak burak co, w polaczeniu z chrzanem, grozilo powstaniem metaforycznie ostrej cwikly (jej nazwa wyglada na czysto polskie slowo, ale jest spolszczona lacina: sica, sicula - sztylet; zapewne od ostrego smaku). O czym ja tutaj pieprzę trzy po trzy? O metaforach kulinarnych, o ile sie nie myle. Szperałem w archiwalnych zasobach moich starenkich felietonow i potknąłem sie o ten kawałek, wiec w braku laku…zzzzzzzz

czwartek, 04 stycznia 2007
Ciut-Ciut albo Tyle Co Kot Napłakał

Okreslanie róznych ilosci - osób badz przedmiotów - umyka czesto w rejony fantazji gdzie mozemy puszczac wodze naszym sklonnosciom do przesady lub do mglistych pojec z pogranicza madrosci ludowej.  Skad sie wziela np taka dziwna miara jak kocie łzy?  Wiadomo przeciez, ze tylko krokodyle wylewaja łzy, którym i tak nikt nie wierzy. "Tyle co kot napłakał"  jest  odrobiną, ale jak sie mierzy odrobinę?  Tutaj od razu wpadamy w gęstwine ździebełek, cząsteczek i maciupeńkich kawałeczków i wciaz nie mamy zielonego pojecia ile wlasciwie łez ten kot-miara napłakał. Jesli ktos jest chudy, to podejrzewamy, ze je jak wróbelek, chociaz byle pedant  udowodni nam z niezbita pewnoscia. ze wziawszy pod uwage proporcje obu istot, czlowieka jedzacego jak wróbel nalezałoby zaliczyc do obżartuchów.  Okruszyna okruszynie nierówna , nawet jesli nasz głodomór siada przy stole aby tylko wziac cos "na ząbek", to i tak bedzie to wiecej niz parenascie ziarenek w dzióbku wróbla. Członkami ciała da sie mierzyc to i owo. Niezbyt precyzyjnie,co prawda, ale oceniamy przeciez wiele rzeczy "na oko" i nawet jesli pomylimy sie " o maly wlos", to  taka "ociupinka" nie bedzie miala wielkiego znaczenia. Gdy ktos nas upewnia, ze wziąl dla  siebie tyle co "na owiniecie palca", to od razu nasuwa sie pytanie ile razy ten jego paluch zostal owiniety złotym łańcuszkiem. Od paluszka latwo przesunac sie do naparstka w którym, rzecz jasna, nie zmiesci sie wiele cukru dla sasiadki, gdy przyszla poprosic o taka wlasnie skromna ilosc tego produktu do osłodzenia kawusi. Takie slowne pomniejszanie naszych zakusów na cudze zapasy jest ustalonym przez zwyczaj rytualem, którego glównym celem jest zapewnienie drugiej osoby, ze nie mamy zamiaru opróznic jej spizarni. Ale im bardziej pomniejszamy pożądana ilosc takich bezwrotnych pozyczek sasiedzkich, tym wieksze ryzyko, ze otrzymamy dokladnie to, o co prosimy. Tak wiec lepiej jest  unikac takich okreslen jak "ciut-ciut" albo "na paznokiec", bo sasiad skapiradlo moze przetlumaczyc sobie takie miniaturowe wymagania na "nic a nic" i odejdziemy z kwitkiem. Nie każdy sąsiad ma kwitki na podorędziu, ale nie pytajcie dlaczego “kwitek” znaczy nic, bo nie wiem.Niskie dochody, nędzna płaca czy  liche zarobki maja swoja wlasna skale drobnostkową.  "Za mało żeby żyć, za dużo żeby umrzeć" - czyli dylemat niewolnika pracy. Wiele razy w życiu pracowałem za "psie pieniadze" i ledwie potrafiłem zarobic na "sól do kaszy". Ta niezbedna przyprawa jest  z pewnoscia  mierzona na "szczypty" czyli tyle ile da sie uszczknac miedzy dwoma palcami. A gdy sie haruje za pół darmo, to nic dziwnego ze pod koniec tygodnia nie ma sie przy duszy ani "złamanego grosza". "Tyci" okresla dowolnie małą ilosc, która mozna wyrazic jak nam sie podoba, uzywajac odpowiednich porównan lub nawet gestów takich jak "figa" czyli - wedlug Malego Slownika - "pięść z kciukiem umieszczonym miedzy palcem wskazujacym a srodkowym oznaczajacym nie, nic z tego."  Nasza swojska "figa" przybyla do nas rzekomo z Włoch, gdzie tubylcy maja bogaty slownik takich wlasnie gestow za którymi kryja sie rózne mniej lub wiecej obelzywe powiedzonka.  Angielskie "it's not worth a fig" jest starym jak swiat wyrazeniem pogardy dla kogos lub czegos. Figę można także przełożyć na pstrykniecie palcami co znaczy  "funta kłaków warte". Ile kosztuje dziś funt kłaków? Miedzy nami mówiąc ten dosadny gest pokazywania komus figi mial kiedys bardziej wulgarne znaczenie, które nie tak trudno odcyfrowac gdy ma sie ciut-ciut wyobrazni.  Ot, taka maciupenka klechdynka o płaczliwym kotku. J

środa, 03 stycznia 2007
Naga Nuda i Ziewanie

Na twoim czole z przerażeniem czytam

Ostatni stopień wszystkich nieszczęść - nudę

J. Slowacki: Lambro

Łacinski "nudus, nuda, nudum" okreslal nie tylko golizne czyli brak wierzchniego odzienia, ale takze wszelkie inne braki, jak np nędzę. Ale co ma bieda wspolnego ze znudzeniem? Brueckner wywodzi nude z nedzy idac kreta sciezka poprzez rosyjskie  slowo "nuża" (bieda) i jego slady w polskim slowie "nużyć".Kazdy z nas doswiadczyl z pewnoscia  znuzenie jakie wywoluje monotonne ględzenie nudziarza. Ten kto nuży, powoduje ubostwo niusow i podniet myslowych,, ktore sa  konieczne do codziennego zycia jak skibka razowego chleba ze skwarkami. Slownik okresla nude jak "niemily stan lub uczucie spowodowane zwykle bezczynnoscia". Bezczynnoscia? To chyba definicja jakiegos pracoholika albo wiercipiety, który nie potrafi rozkoszowac sie zbyt rzadkimi dzis chwilami bezczynnosci.  Lezenie brzuchem do góry nie jest nudne. Nudna jest monotonna praca, codzienny kierat obowiazków domowych, brak zmian w zyciu, ubóstwo wrazen.Bez nudy, nie byloby turniejów rycerskich, tanców, cyrków, teatru, kina, radia, telewizji, igrzysk sportowych i muzyki pop - innymi slowy tego gigantycznego przemyslu poswieconego wylacznie zwalczaniu naszej tendencji nudzenia sie. Olbrzymia rzesza ludzi pelnych poswiecenia haruje w pocie czola tylko po to abysmy mogli siedziec bezczynnie na widowni lub przed telewizorkiem, w swietym przekonaniu, ze potrafilismy zamknac nude w klatce naszych zludnych uciech.

Nudziarz to czlowiek ktory na zapytanie "jak sie masz?" zlozy ci roczne sprawozdanie o stanie swego zdrowia. Ludzie unikaja go jak zarazy  i nie ma w tym nic dziwnego, bo  taki facet jest znany jako "smiertelny nudziarz" i specjalista od "wiercenia innym dziury w brzuchu". Jak nie wiertacz, to moze "piła”, naprzykrzajacy sie az do znudzenia. Nudziarstwo brzmi niemal jak kariera, która nierzadko zaczyna sie dopiero po przejsciu na emeryture. Stad slyszy sie czesciej  pomruki o "starym nudziarzu"  niz o mlodym "męczyduszy", piekne polskie slowo, którego powinny zazdroscic nam inne narody.  Niestety, swiat obfituje  w starych nudziarzy, pewnie dlatego ze  potencjalnie nudne tematy dotycza najczesciej ich chwalebnej przeszlosci, o ktorej potrafia gledzic godzinami , jesli nie kwekaja  o swoich doczesnych bólach lub marudza  o terazniejszosci , która im nie dogadza. W towarzystwie meczyduszy nudzimy sie diabelnie, smiertelnie, albo wynudzamy sie jak mops. To ostatnie wyrazenie pozyczylismy od Niemców, gdzie ten pokojowy piesek ze swym niezmiennie zalosnym wyrazem pyska stal sie uosobieniem nudy. 

Ten wpis  jest eksperymentem, ktorego celem jest uspienie czytajacych. Jesli zmorzyl was sen, to przekonaliscie mnie, ze nawet pisanie o nudzie jest tak zarazliwe jak ziewanie. Dobrej nocy i ciekawych snow.

wtorek, 02 stycznia 2007
Wąskie Kółka i Inne Kłopoty

Kazdy z nas wie co to jest wąskie kòłko rodzinne. To takie ciasno zawiązane otoczenie domowe (mama, tata, siostra/brat), z ktorego czasem trudno sie wyrwac. Moze dlatego, ze to jest koło? Tyle, ze przeciez nie trzymamy przez caly czas rąk, spiewajac “koło koło,koło, bawmy sie wesoło”. Chyba, zesmy calkowicie zdziecinnieli i nasze wąskie kółko to piaskownica. Co z tym kołem właściwie? Otoczenie jest koliste metaforycznie chociaz nikt nas nie otacza doslownie. Z drugiej strony koła rodzinne, koła znajomych, maja w sobie podszewke nagonki. Na pomoc! jestem otoczony. Nawet jesli obracam sie w tych kołach, to czasem jest mi troche brak innych ksztaltow geometrycznych. Np szesciokąta wirtualnych kumpli i kumpelek. . Trójkąty - to raczej nie. Zbyt wiele ostrych kątów. Niestety, jako mieszkaniec tej nieco kolistej (nawet jesli troche splaszczonej) planety jestem skazany na zywot kolisty. Gdzie spojrze widze otaczajacy mnie kolisty horyzont. Ksiezyc w pelni – tez kółko. Kierat to takze koło, a kierat to nudna praca czyli w kółko, Macieju.  Zreszta nawet moj horoskop jest w ksztalcie koła i w nim jest rzekomo wcisniety moj los jak szprychy roweru. Wygląda na to, że od koła nie ma ucieczki. Zastanawiam sie tylko czy jedna osoba w moim otoczeniu może byc moim kołem. Jeden facet rzekomo odpowiedzial na pytanie jak spedzil Sylwestra: “W wąskim kółku mojej narzeczonej”. Czy z tego wynikałoby, ze jedna osoba w otoczeniu, to tez kółko?

poniedziałek, 01 stycznia 2007
Mężczyzna z Żeńska Końcòwką

Kobieta, dziewczyna, niewiasta, baba… mezczyzna. Rzeczowniki z koncowka 'a' normalnie oznaczaja rodzaj zenski, a tu nagle wyskakuje, jak filip z konopi, pan i wladca stworzenia - z zenska koncowka! Ten rodzajowy dziwolag wlazl niepostrzezenie do naszego jezyka z pierwotnej formy zbiorowej "cała mężczyzna poszła na wojne", ktorej uzywano az do XVII wieku. Swietny lingwista lubelski, Stanislaw Westfal, cytuje nawet z Wargockiego " mężczyzna zasie nosili dlugie wlosy". Oczywiscie, ze sa inne rzeczowniki meskie z zenska koncowka jak np wloczega, niedolega, niezdara, fujara, safandula, ciamajda - wszystkie z pogardliwa podszewka. Na pocieche zenskiemu mezczyznie moge powiedziec, ze mąż ostatecznie wywodzi sie z sanskrytu: myśleć= man. Natomiast, baba powstala od rdzenia, ba=mowic, ba-jki baj-durzyc. Nic dziwnego zreszta: pierwsza dyskutantka w rajskim Internecie byla badz cobadz Ewa. I tak to sie zaczelo. Epitetow ktorymi obdarzamy kobiety jest niezliczona ilosc. Od pieszczotliwego kotka, ptaszyn i złotka do krow, klemp i gęsi, ograniczajac sie tylko do waskiego pola znaczen. Jezykowo bardziej sprawne od mezczyzn bialoglowy przyciagnely do siebie takie etykietki jak sekutnica ( co przyszlo z wloskiego siccare, suszyc i seccatura, nudziarstwo co w polskim nabralo znaczenia "klotliwa"; klotnie maja w sobie widocznie dosc spory ladunek nudy. Jędza, co niezawodny Brueckner wywodzi od zenskiego demona choroby z litewskiego ingsti, ubolewac, wsunela sie niepostrzezenie do bajek dla dzieci jako Baba Jaga. Jędza, ma ostry jezyk, ktorym kaleczyc moze gdy mamle pod nosem rozne niewybredne klątwy i uroki.  Wiedźma byla kiedys pochlebnym okresleniem poganskiej wieszczki, kobiety wiedzacej i moze nawiedzonej, ktora w transie przekazywala wiedze z innych rejonow swiadomosci. Skad mi przyszlo do glowy, aby pisac o zenskim mezczyznie w Nowy Rok? Ano, bo sie mi przypomnialo, jak moja Babcia niezmiennie oczekiwala mojej wczesnej wizyty w Nowy Rok, bo zabobon nakazywal aby osoba, ktora pierwsza przekroczy prog domu w dzien Nowego Roku, powinien byc mezczyzna z kawalkiem wegla w dloni. Nawet mężczyzna z żeńską koncówką.

niedziela, 31 grudnia 2006
Uffność w Drobnych Strzępkach

Wczoraj wieczorem moj domofon zaharczal, wiec spytalem kto mnie chce odwiedzic o tej poznej porze. Glos dziecka poprosil abym dziecku otworzyl drzwi wejsciowe do naszego bloku (5 mieszkan), bo “mama zapomniala klucza”. Spytalem o ktore mieszkanie chodzi. Dziewczynka odrzekla “30” czyli na parterze, gdzie pare tygodni temu wprowadzila sie nastepna rodzina koczownikow, ktorych nie znalem nawet z widzenia. No, mysle sobie, bede ufnym sasiadem i otworze dziecku drzwi. Na wszelki wypadek wyjrzalem na schody w momencie gdy wlasnie trzech mlodych nastolatkow, dwoch bialych, jeden czarny, wchodzilo po schodach w strone mojego mieszkania. “A wy gdzie idziecie, chlopaczki?” “Chcemy zyczyc ci wesolych swiat” “ To juz troche za pozno,” mowie naiwnie. “A gdzie jest wasza mama?” “Ano, zaraz przyjdzie. My zaczekamy na schodach.” Juz wracalem do mieszkania, gdy nagle moje nozdrza zaczely reagowac na dym, ktory przypomnial mi polne ogniska  mlodosci. Marycha? zastanowil sie antrim, niezbyt oblatany w tego rodzaju dymach. Podszedlem raz jeszcze do balustrady schodow i spojrzalem w dol. W holu na parterze siedzialo, lezalo lub stalo okolo tuzina nastolatkow, zaciagajac sie jednym skrętem (tak to sie zwie?) "Hej!" zawolalem ochryple i bezcelowo. Dwanascie buziaczkow zwrocilo sie ku gorze.Tuzin uzebien zablysnal w usmiechu. Jeden buziak dmuchnal dymowymi koleczkami i zarechotal. Mimo, ze nie czulem sie zagrozony, bedac w odgornej pozycji i na odleglosc jednego kroku od drzwi, to jednak z takim gangiem ASBOsow mogl byc klopot(ASBO – kwarantanna wieczorna dla mlodziezy zachowujacej sie anty-spolecznie – Anty- Social Behaviour Order). Juz mialem dac im ultimatum (zadzwonie po policje?) gdy nagle jakis duzo starszy drab wszedl do holu, wrzasnal “won!” (po angielsku)  i w minute hol opustoszal. Moja sasiadka z naprzeciwka uchylila drzwi i obrzucila mnie od stop do glow spojrzeniem pelnym oburzenia, politowania i ironii. “ Alez ty jestes ufffny, moj drogi! oni dzwonili do mnie, ale powiedzialam im, ze nikomu nie otwieram drzwi o tej porze.” “Darling, moja uffnosc w dzieciece glosy i prosby jest w strzepach,” zapewnilem ja i podkuliwszy metaforyczny ogon zaufania pod siebie, wycofalem sie strategicznie w zacisze domowe, aby przeklac raz jeszcze ten niemal fatalny Uff Rok. No, jeszcze tylko pare godzin do przetrwania, a potem....cdn albo nie.

W 2-007 zycze wszystkim Wspanialego i Bezpiecznego Roku. 

sobota, 30 grudnia 2006
Ani w Ząb po Angielsku

Niemal kazdego dnia, czasem kilka razy dziennie, jestem telefonicznie nagabywany przez osoby obojga plci, mowiace ledwie zrozumiala angielszczyzna. Ci nagabywacze zadaja mi takie intymne pytania jak “czy masz komorke, a jesli nie, to czy chcialbys otrzymac trzy komorki za darmo, jako prezent.” Po cholere mi cztery komorki tego nie wiem i oni tez nie. To ze owe komorki nie sa prezentem,bo kogos zachwycily moje rozmarzone oczy, to tez jasne. Jako czlek golebiego serca, lituje sie nad tymi niewolnikami globalnych wyzyskiwaczy. Siedza gdzies w jakiej ciasnej klitce w Bangaloor z moim numerem i nazwiskiem i probuja daremnie skusic mnie na polaczenie z najnowsza firma telefoniczna. Nie wiedza pewnie, ze ja skypuje za grosze, a oni usiluja skorumpowac mnie za garsc ryzu. Wiec gdy dzwonia, to litosciwie pytam jak sie czuja, jaka pogoda w Kalkucie i czy swiete krowy wciaz robia zatory na ulicach. Oni tez lubia sobie porozmawiac na inne, niz komorkowe tematy, dopoki nie zorientuja sie ze wiode ich na niebezpieczne manowce bezsprzadajnosci abonamentu na telefon. Dzis doznalem naglego olsnienia, jak obronic sie przed nagabywaczami z cieplych krajow. Moja tarcza ochronna jest polszczyzna. Dzwoni dzis rano wczesna pora jakis nagabliwy Hindus i pyta spiewna angielszczyzna czy moze spikowac z mister Antrimem. A ja na to po polsku: “jesli rozumiesz moj jezyk, to porozmawiamy. Jesli nie, to spieprzaj.” Chwila ciszy. Hinduski nagabywacz zastanawia sie jak zareagowac i wreszcie pyta zbytecznie i powolutku” “ Du ju szpik ynglish?”Na co ja po polsku “oczywiscie ze wladam biegle angielskim i lepiej niz ty, cepie,  ale teraz zrozumialem ze w sytuacjach nagabujacych warto byc Polakiem.” “Pliz ser kol mister antrim. Wery important” Ja: “No,antrim. mi nadbystrzycki”. Ta idiotyczna rozmowa trwa jeszcze przez dwie minuty  - on angielszczyzna pogruchotana zetknieciem sie z nieznanym mu jezykiem, a ja melodyjna polszczyzna, moja tarcza obronna, moim zbawieniem od nagabywania, moja cenna matczyna, ojczyzna i dziadowizna. Potem trzask i wylaczyl sie. Amen.  

piątek, 29 grudnia 2006
Widziadła i Przywidzenia

Jestem czlowiekiem, ktory stanowczo widzi za duzo. Gdzie nie spojrze – na sciany, mury, drzewa, kwiaty, owady czy zwierzeta – to widze ukryte twarze, hieroglify, tajemnicze przekazy i symbole rodem z Atlantydy. Moj doktor, ktoremu wybaczam wiele bo jest Szkotem, zastanowil sie dluzej niz minute potrzebna na diagnoze chorobliwych przywidzen. “Mysle, ze to nie jest grozne,” orzekl ze szkocka oszczednoscia slow.” To takie lekkie skrzywienie psychologiczne. Zywa wyobraznia poety, cos w tym rodzaju.” “Dziennikarza,” poprawilem go. “ Okej. Natchnionego dziennikarza.” “Albo nawiedzonego,” mruknalem. “Najgorsze jest to, ze ja fotografuje te widziadla i one sa takze na zdjeciach.“ Szkot podrapal sie w zamyslone czolo i spojrzal na zegarek. “W takich abnormalnych objawach to chyba normalne, co? Podziel sie swoimi widziadlami z blogowiskiem,” zasugerowal zyczliwie. Raz kozie smierc. Moze wy tez zobaczycie moj niewidzialny swiat przywidzeniowy, ktorego normalni ludzie nie dostrzegaja.

Ten raczej smutno wygladajacy Wartownik ukryty w korze starego dębu jest w towarzystwie conajmniej trzech rechoczacych dębozwidów, ktorzy usadowili sie tuz po jego ukryta broda. Im dluzej przygladasz sie

tej fotografii, tym latwiej mozesz ich dostrzec. Ale nawet w trakcie patrzenia, twarze nagle znikaja i pojawiaja sie inne lub te same łączą sie w inne, wieksze oblicze. Dalsze zdjecia czekaja w kolejce.
czwartek, 28 grudnia 2006
O Mrufczeniu i Świerszczeniu – od Rzeczy

Gdy mi brakuje jakiegos odpowiedniego do sytuacji czasownika, to go sobie tworze i nic nikomu do tego. Np w temacie tego czlapiacego ku wyjsciu Starego Roku, byl to wielomiesieczny okres, w ktorym musialem sie zapobiegliwie mròwczyć, mimo ze bardzo mi brakowalo pasikonikowania i świerszczenia na bezłąkach nierobstwa. Nawet gdybym zaklawiaturowal takie slowo jak “mrufczyc”, to tez czytelnik wiedzialby chyba o co chodzi. Taki wlasnie “giętki język” bardzo by mi odpowiadal, zwlaszcza jesli moglbym  wtracac, tu i tam. jakies obce slowa z tych jezykow, z ktorymi jestem lub nawet nie jestem na ty.Co mi przypomnialo ni w piec ni w dziewiec, pania Jadwige Barykowa, z domu Dabrowska, rodem z Siedlec, ktora byla na bakier z rosyjskim, mimo ze mowila tym jezykiem na codzien. Jadac powozem po straszliwie wyboistej drodze, narzekala do woznicy co chwila “Co to tutaj u was takie płoche bruki!" Wreszcie woznica mial dosc czepiania sie jego spodni, zatrzymal powoz i wrzasnal: “Da czto wy, barynia, w samom diele k’moim briukam pristali! Płochije briuki, da płochije briuki! Isz babu!” (Zeromski: Przedwiosnie). Slowa maja ten dziwny zwyczaj wkradania sie w rozne jezyki, aby spowodowac zamieszanie. Pewien Polak stal w ogonku na przystanku autobusowym, a stojaca przed nim pani miala straszny kaszel. Polak mowil po angielsku, ale bez dobrego wyczucia dwuznacznosci wymowy, Jako dzentelmen i czlowiek gołebicznie pomocny (czy gołebie pomagaja?) wyjal z kieszeni drazetke mentolowa i podal ja kaszlacej ze slowami: “for cough” (na kaszel). Niestety, dostal po pysku, bo ta krewka pani uslyszala “fak off” co jest nieco bardziej wulgarne niz “spieprzaj, babo!”Zaczynam chrypczyc, wie moze lepiej bedzie jesli ja tez fakof.

Ciało

(to takie wloskie orewuar albo baj-baj)